sobota, 5 kwietnia 2014

BARDZO WAŻNA INFORMACJA

Kończę pisać to opowiadanie. 
Nie mam na to najmniejszej chęci, a po ostatnim rozdziale widać, 
że wy nie macie ochoty tego czytać. 
Szczerze mówiąc się nie dziwie, bo jest nudne. 
Serio, zdaje sobie z tego sprawę. 

Wszystkie rozdziały będą usunięte, a że szkoda mi wyświetleń będę tu publikować
 drugą część I Need Believe. 

Ten blog ma większe zainteresowanie i co tu ukrywać lepszych czytelników. 
Serio, ci ludzie są niesamowici. 
Aż chce się dla nich pisać :) 
Komentują każdy rozdział i jest dużo więcej komentarzu niż proszę. 
Może i nie mamy tam 42 tysięcy wyświetleń, ale nad tym pracujemy :) 
Temat też bardziej podpadł mi do gustu. 
Dzięki temu blogowi mogę się rozwijać. 

Just Trust Me było moim pierwszym opowiadaniem. 
Wiele się tu nauczyłam, poznałam fajnych ludzi, poczułam się potrzebna. 
Chciałam wam za to podziękować. 

Jeśli ktoś był ciekawy jak miały potoczyć się dalsze losy bohaterów to proszę bardzo:

Justin miał mieć sprawę w sądzie i pojechać w trasę. 
Dzień przed wyjazdem on i Kate się kłócą, dziewczyna wsiada w samochód, a on jedzie za nią. 
Kat ma wypadek, trafia do szpitala i okazuję się, że poroniła. 
Justin jest zły na Kate, obwinia ją o śmierć dziecka. 
Ich związek ma kryzys, Kate staje się obojętna Justinowi. 
Kiedy dziewczyna przychodzi do jego domu, żeby  nim zerwać. 
Po kilku tygodniach rozumie, że bardzo ją kochał. 
Dziewczyna poznaje Luka, oboje się w sobie zakochują i zostają parą. 
Zakochani jadą do domu Justina po rzeczy Kate. 
Jay prosi Luka, żeby dbał o nią. 
KONIEC

Tak, to by było na tyle. 
Jeszcze raz dziękuje wszystkim za tą przygodę :) 

Zachęcam do czytania "I Need Believe" - klik

czwartek, 27 marca 2014

Rozdział 33

SKOMENTUJ! 

Kate's POV:

-Kto przyszedł? -Justin wyszedł zza drzwi kiedy ja i Alice wpatrywałyśmy w siebie nieruchomo.-Kate?
-Co się stało? -wybełkotałam cicho dziewczyna otarła swoje mokre policzki rękawem szarej bluzy, w którą była ubrana. Jej włosy były potargane, a oczy  przepełnione strachem. -Ali?
-J-jaa..-jej głos się załamał, od razu rzuciła się w moje ramiona. Moje ręką głaskała jej plecy.
-Shhh, spokojnie -dziewczyna załkała. Justin wyszedł zza ściany i odchrząknął by zwrócić na siebie uwagę. Przekręciłam głowę tak, by widzieć go. Gdy zobaczył Alice w moich ramionach jego buzia lekko się otworzyła ze zdziwienia. -Zostaw nas same-powiedziałam bezgłośnie. Justin przytaknął i opuścił pomieszczenie. Oderwałam od siebie zapłakaną Alice i poprowadziłam do salonu. Dziewczyna usiadła na kanapę tuż obok mnie. -Powiedź mi do cholery co się stało.
-J-ja byłam w klubie -otarła swój nos rękawem -I-i tam był facet..i-i on się do mnie dobierał..
-A-ale nic ci nie zrobił prawda? -złapałam jej ramie i potarłam
-N-nie ja uciekłam, ale nie wiedziałam co robić, więc przybiegłam prosto do ciebie.Nie mam odwagi wrócić do domu Wiesz ty też wcześniej zostałaś prawie zgwałcona, więc pomyślałam.. -przerwała gdy do pokoju wszedł Justin. Jego oczy krzyczały, był wściekły.
-Ty prawie co? - spytał kręcąc głową z niedowierzaniem. Spuściłam swój wzrok na kolana, które wydawały się w tej chwili być naprawdę ciekawe. -Kate! -chłopak ukucnął obok mnie i schował swoje kolana pomiędzy moimi nogami -Nie mogę.j-ja..ughh -wymamrotał pod nosem. Moje oczy zaczynały piec i zaczęły z nich wypływać łzy. Szloch wydobył się też z ust Justina na co się rozkleiłam. On naprawdę rzadko płakał, więc wiedziałam, że naprawdę go zraniłam.
-Justin..-załkałam-Proszę nie rób mi tego.. -chłopak podniósł swoją głowę i spojrzał na mnie swoimi zeszklonymi oczami, a po jego policzkach spływały łzy.
-Czego mam nie robić? Oszukałaś mnie Kate -nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy.
-Przepraszam, ale bałam się -schowałam swoją twarz w dłonie
-Czego? Mnie?
-Nie..tego jak zareagujesz. Oboje wiemy jaki jesteś.. -chłopak złapał mnie za ręce i przyciągnął je do swoich ust. Ucałował każdą kosteczkę. Moja dolna warga zaczęła drżeć -Ale kurwa nigdy bym się nie domyśliła, że zaczniesz płakać. Nigdy -chłopak usiadł przy mnie, na oparciu sofy i mnie przytulił.
-Zajebie go.. -powiedział sapiąc w moje włosy.
-Justin, nie -wymamrotałam pod nosem-Nie jest tego wart, po za tym nic mi nie zrobił.
-A co jeśli znowu mnie okłamujesz? -w jego głosie można było wyczuć ból.
-Nie kłamie, przysięgam -chłopak pokiwał głową, otarł swoje mokre policzki i odwrócił się do Alice.
-Więc..złożyłaś jakiś donos? -Ali pokręciła przecząco głową, a Justin westchną. -Może przygotuje ci jakiś pokój do spania czy coś.. -podrapał się w kark. Dziewczyna tylko wdzięcznie się do niego uśmiechnęła.
Justin wstał z kanapy, gdy zaczął już odchodzić złapałam go za rękę. -Kate..
-Justin..
-Przygotuje pokój dla Alice i wrócę, okey? Nie zostawię tak tej sprawy, możesz być tego pewna -Nic już się nie odzywałam tylko pokiwałam twierdząco głową. Chłopak zaczął się od nas oddalać i poszedł w stronę pokoju gościnnego. Alice wytarła swój nos i policzki o rękaw.
-Przepraszam.. -odwróciłam się w stronę dziewczyny -Mogłam pomyśleć, że usłyszy..
-Tak mogłaś -odparłam sucho -Obiecałaś, że mój sekret będzie u ciebie bezpieczny.
-To było niechcący, naprawdę przepraszam -szloch wydobył się z jej ust. Wstałam z kanapy i spojrzałam na nią z góry. Jej włosy były całe potargane, ubrania pogniecione, jej ciało całe się trzęsło, ale w tej chwili byłam zbyt zła na nią żeby to mogło mnie poruszyć.
-Po prostu idź spać, dobra? -dziewczyna pokiwała twierdząco głową. Stąpając swoimi nie przyodzianymi nogami po zimnych panelach podłogowych doszłam do kuchni gdzie z lodówki wyciągnęłam sok pomarańczowy i nalałam go do szklanki, z której wcześniej piłam. Gdy tylko ciecz dotknęła moich spierzchniętych ust jęknęłam z powodu szczypania. Usłyszałam głosy pochodzące z salonu, więc do niego poszłam. Alice już nie było, tylko Justin, który siedział na kanapie oglądając jakiś mecz koszykówki. Dosiałam się do niego, ale odniosłam wrażenie, że nawet mnie nie zauważył, że mnie ignorował. -Kochanie?
-Tak? -odparł sucho
-Porozmawiajmy..
-Ohh teraz chcesz rozmawiać -spojrzał na mnie z widocznym podirytowaniem. Przetarłam swoją twarz dłonią i postanowiłam użyć mojej broni specjalnej. Spojrzałam na chłopaka wzrokiem kota ze Shreka.Kąciki ust Justina podniosły się lekko ku górze -To na mnie nie działa -oh,okey w takim razie dołożymy dolną wargę podwiniętą w podkówkę. Z ust chłopaka wydobył się niemalże niesłyszalny chichot -To też na mnie nie działa -przytuliłam się do niego. Z ust chłopaka wydobyło się głośne westchnięcie -To na mnie działa
-Wiedziałam -zachichotałam pod nosem. Chłopak zaczął uspokajająco gładzić moje plecy -Przepraszam
-Powinnaś. Nawet nie masz pojęcia jak się poczułem. Tym bardziej, że się pytałem czy -przerwałam mu
-Pytałeś się czy mnie zgwałcił. Powiedziałam ci, że nie i to była prawda. -powiedziałam dobitnie.
-Nie łap mnie za słówka, okey?
-Układaj precyzyjne pytania.
-Okey, dobra..nie kłóćmy się -wtuliłam się w niego jeszcze bardziej -Jutro wyjeżdżam..
-Tak, wiem..
-Nie chce jechać..
-Też nie chce żebyś jechał, ale to twoja praca.
-Wiem, ja to wiem..Myślałem, że spędzimy ten wieczór w spokoju, a tu proszę..
-Przepraszam, powinnam ci powiedzieć.
-Bałaś się, rozumiem. Nie jest łatwo mówić o taki rzeczach, ale pamiętaj, że w związku szczerość i zaufanie to podstawa. Możesz mi zaufać -ucałował lekko czubek mojej głowy
-Wiem, że mogę ci ufać. Zawsze mi pomożesz w trudnych sytuacjach. Po prostu nie chciałam, żebyś był zły.
Telefon chłopaka zaczął wibrować, ale go zignorował -Twój telefon wibruje
-Wiem, telefony robią tak czasami -zaśmiał się, za co dostał żartobliwe uderzenie w tors -O Jezu, Kat to boli
-I dobrze. Odbierz może to coś ważnego -Justin westchnął, sięgną po telefon i wyszedł z pokoju.

Regular's POV:

-Co? -warknął do telefonu
-Znalazłem jego adres.
-Dobra, Fredo mówiłem Ci przecież, że zadzwonie. Nie chce, żeby Kate się połapała..
-Przepraszam, ale nie odzywałeś się, a ja zaraz idę na imprezę.
-Dzięki stary, jesteś wielki.
-Jay, nie rób tylko nic głupiego.
-Fredo, On dobierał się do mojej dziewczyny -chłopak przeczesał swoje brązowe włosy dłonią.
-Wiem. Po prostu na siebie uważaj, dobra?
-Będę. Nara -powiedział rozłączając się. Chłopak wrócił do salonu gdzie czekała na niego piękna blondynka ze zmartwioną miną. Chłopak uśmiechnął się do niej lekko -Muszę jechać.
-Co? Gdzie?
-Mam pewne sprawy do załatwienia -wzruszył ramionami.
-Jeśli to ma coś wspólnego z Elite Model to..
-Nie ma -dziewczyna wiedziała, że kłamał bo zawsze gdy to robi zagryza swój prawy policzek od środka.
-Justin..
-Przestań. Nic mi nie będzie, to nic takiego. Muszę lecieć. -chłopak przytulił swoją dziewczyne -Do jutra.
-Pa -pocałowała go w usta. Chłopak obciągnął swoją bluzkę, wyprostował ją palcami i wyszedł z domu.
Gdy tylko nie było śladu Justina, Kate chwyciła za telefon i wykręciła numer jego menagera, Scootera.
-Kate kochana, wiesz która jest godzina? -powiedział z lekką chrypką w głosie
-Scott musisz go ratować! -do jej oczu zaczęły napływać słone łzy.
-Kogo? -mężczyzna podniósł się po pozycji siedzącej
-Justina!
-Co się do cholery u was dzieje?!
-On się dowiedział, Scott.. -po jej policzkach zaczęły spływać łzy
-O kurwa..gdzie on jest?
-Pojechał. Myślę, że do niego. Po prostu tam jedź, okey?
-Wszystko będzie dobrze, słyszysz? Nie panikuj. Zaraz go znajdę i przyprowadzę do ciebie do domu.
-Pośpiesz się -powiedziała niemalże błagalnie. Mężczyzna nie odpowiedział i po prostu się rozłączył. Wstał z kanapy stojącej w salonie i ubrał się w ciuchy, które leżały na podłodze. Chwycił w dłoń telefon i wykręcił numer swojego dobrego kolegi Marcusa, który współpracuje z prezesem Elite Model.
-Scooter? Coś się stało?
-Przepraszam, że dzwonię o tak później godzinie, ale potrzebuje pewnego adresu.
-Może trochę jaśniej?
-Nie pamiętam imienia i nazwiska tego gościa, ale wiem tyle, że jest prezesem Elitte Model. Wiesz..ten co został aresztowany za próbę gwałtu i wyszedł dzisiaj za kaucją. -gdy tylko Marcus podał Scooterowi adres zamieszkania mężczyzny chwycił kluczyki, które leżały na komodzie i wyszedł z domu. Wsiadł do swojego srebrnego Range Rovera i ruszył w wyznaczone miejsce gdzie prawdopodobnie udał się jego podopieczny.


Justin's POV:

Trzaskając drzwiami szybko wyszedłem z domu i udałem się do mojego białego Ferrari, które stało na podjeździe.Wszystko we mnie buzowało, więc żeby się uspokoić wyjąłem z kieszeni moich spodni papierosy i zaciągnąłem się robiąc przy tym perfekcyjne kółka. Wsiadłem do mojego samochodu, wyjechałem z podjazdu i ruszyłem do domu tego skurwiela.
-Chcesz zadzierać z Bieberem? Proszę bardzo -powiedziałem do siebie. W radiu zaczęł lecieć Someday*.
Odprężyłem się w fotelu i wystukiwałem rytm o kierownicę. Mój spokój nie trwał długo, bo tylko gdy zobaczyłem jego dom nie wytrzymałem i zwiększyłem obroty samochodu. Gdy tylko moje Frerrari znalazło się na podjeździe jego domu szybko wyszedłem z samochodu trzaskając głośno drzwiami. Miałem szczęście, że ten skurwiel akurat wychodził z domu. Postanowiłem na początku z nim porozmawiać, później może dojdzie do rękoczynów. -Co ty sobie do cholery wyobrażasz, co? -powiedziałem, a on się tylko popatrzył na mnie jak na jakiegoś obłąkanego idiotę, który nie wie co mówi.
-O co chodzi Panie Bieber?
-O co chodzi? Ty się jeszcze kurwa pytasz o co chodzi? -nie wytrzymałem i wymierzyłem mu cios prosto w twarz. Z jego nosa zaczęła tryskać krew.
-Pojebało cię?!
-Mnie pojebało?! To nie ja dobieram się do dziewczyn, które wcale tego nie chcą! Co ty sobie wyobrażałeś dotykając mojej dziewczyny?
-Nie musiałem się do niej dobierać, sama tego chciała -zaśmiał się perfidnie. Pochyliłem się nad nim i już chciałem go uderzyć, ale zatrzymałem się gdy zaczął mówić -Uderz mnie jeszcze raz, a podam cię do sądu.
-Pierdol, pierdol ja posłucham -na mojej twarzy pojawił się cwaniacki uśmieszek i ponownie wycelowałem w niego. Gówno obchodziło mnie czy poda mnie do sądu. Obrażał moją dziewczynę, nie mogłem tak po prostu stać i tolerować to co mówi. Obaliłem faceta na ziemie i nadal okładałem go pięściami, wszystko się w mnie gotowało. Z oddali było słychać Scootera, który mnie nawołuje aczkolwiek to zignorowałem.
-Justin! Justin przestań! -próbował odciągnąć mnie od tego skurwiela -Przestań! -Scott postawił mnie do pionu. Facet podniósł się z ziemi, otrzepał swoje spodnie, a ja tylko patrzyłem na niego z pogardą.-Idziemy
Odwróciłem się do tego chuja i wymierzyłem mu jeszcze jedno uderzenie. Scooter złapał mnie za ramie i prowadził do auta.
-Spotkamy się w sądzie Bieber! -mówił śmiejąc się.
-Zignoruj to.


Regular's POV:


-Więc..to już czas? -chłopak wybełkotał we włosy dziewczyny
-Na to wygląda.. -Kate załkała
-Shh -pogładził uspokajająco jej plecy -Nie utrudniaj tego
-Przepraszam -zachichotała w jego klatkę piersiową.
-Dzieciaki, musimy lecieć -usłyszeli donośny głos Scootera. Para rozłączyła się z uścisku.
-Uważaj na siebie -Kate pogłaskała jego policzek
-Będę -musnął lekko jej usta. -Kocham cię
-Ja ciebie też -dziewczyna objęła chłopaka i złączyła ich usta w namiętnym pocałunku. Justin polizał jej dolną wargę prosząc o dostęp, który dostał. Chwilę potem ich języki walczyły o dominacje. Zza ich pleców można było słyszeć odkaszlnięcie. Zakochani rozłączyli się. -Idź już.
-Będę dzwonił tak często jak się da! -krzyknął odchodząc
-Dobrze! -okrzyknęła. Kat odwróciła się do Scootera -Dbaj o niego.
-Będę -mężczyzna przytulił ją lekko i zaczął oddalać się w stronę samolotu. Dziewczyna zaczęła kierować się w stronę wyjścia.Jej oczy były pełne łez. W oddali zauważyła dwóch policjantów którzy idą w jej stronę
-Pani Kate Martin? -spytał się czarno skóry funkcjonariusz. Dziewczyna odwróciła głowę w stronę Scotta
-Scooter!
-Spokojnie, my nie do pani. Szukamy pani chłopaka, Justina Biebera
-Scooter! - Menager Justina natychmiast pojawił się obok nich
-O co chodzi?
-Gdzie Pan Bieber? -spytał się drugi, o jasnej karnacji
-To ja -zza pleców Kate i Scootera wyłonił się Justin
-Jest pan aresztowany.
-Za co?! -Kate krzyknęła przenosząc wzrok z policjantów na Justina czekając na wyjaśnienia
-Za napaść na Pani byłego pracodawce -czarno skóry odparł podczas gdy drugi policjant zakuwał jej ukochanego w kajdanki.


*Someday- klik!
____________________________________________

Dziękuje Marcie za pomoc przy rozdziale, dziękuje za 40 tysięcy wyświetleń :) 
Follow me - @MissKMK1997 
20 komentarzy- 34 rozdział. 

Ps. Rozdział niesprawdzony

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 32

Czytasz - Komentujesz. 


Kate's POV:

Radosne promienie słoneczne, które nareszcie mogły się ukazać, nieprzysłaniane żadnymi chmurami, wpadły do sypialni przez otwarte okno, gładząc twarz śpiącej blondynki. Zmrużyłam powieki i otworzyłam je powoli, z zaciekawieniem przyglądając się drobinkom kurzu, tańczącym w porannym blasku. Ziewnęłam i przeciągnęłam się, wyginając swoje ciało w lekki łuk, a następnie obróciłam na drugi bok. Sen przerwał mi dźwięk telefonu. Zajebiście.


Wiadomość od Justin:
Mam próbę, chcesz wpaść? 

-Jasne, o niczym innym nie marzę o -zerknęłam na zegarek- dziewiątej rano 
Nie ma to jak gadać do siebie, prawda? Prawda. Zaczęłam wystukiwać wiadomość, ale moje powieki opadły i zapadłam w lekki sen. Ocknęłam się kiedy usłyszałam dźwięk  mojego telefonu, który oznajmiał, że dostałam wiadomość.Kolejną. Przetarłam rękami swoje zaspane oczy, mrugnęłam kilka razy by uregulować sobie obraz. Odnalazłam ręką mój telefon, który podczas spania zsunął się po kołdrze i odczytałam wiadomość. 

Wiadomość od Justin: 
Czemu nie odpisujesz? Są dwie opcje. 
1) Jesteś zła 2) Śpisz

Głośno westchnęłam i zaczęłam pisać wiadomość. 

Do Justin: 
Cześć Justin. Tak jestem zła. Jest kilka opcji dlaczego. 
1) Mam okres 2) Jestem śpiąca 3) Jesteś skurwielem 4) Jesteś skurwielem i mnie zostawiasz na kilka miesięcy, bo jedziesz w pieprzoną trasę, do tego mam okres i jestem cholernie śpiąca :P 
Wybieraj, która opcja? 

Po dłuższym zastanowieniu usunęłam wiadomość. Jedyne co przyszło mi do głowy by odpisać było obraźliwe. Przypomniała mi się rozmowa ze Scooterem. Przecież nie zrobię tego Justinowi. Chłopak musi spełniać marzenia, rozwijać się. Jestem samolubna. Nie pomyślałam nawet o fanach i ekipie, która poprzez wyjazdy w trasy zarabia pieniądze. Patrzyłam się jakiś czas w ekran telefonu i postanowiłam nic nie pisać. 
Ściągnęłam z siebie kołdrę i przełożyłam nogi na jedną stronę łóżka pozwalając im swobodnie zwisać. 
Przez chwili wymachiwałam nimi w przód i tył następnie podskoczyłam i stabilnie na nie ustałam. Kolana lekko mi drżały. Powoli zaczęłam iść w stronę drzwi prowadzących na korytarz zabierając po drodze jasno fioletowy szlafrok Porządnie go zawiązałam chadzając po korytarzu i idąc w stronę schodów. Powoli schodziłam po nich, ale noga mi się podwinęła i zjechałam po nich na tyłku. Syknęłam czując ból w mojej nodze. -Pieprzyć grawitacje -wybełkotałam pod nosem. W korytarzu pojawił się Alex z rozbawioną miną. 
- Oj siostro -uśmiechnął się wrednie 
-Spieprzaj bracie -mruknęłam pod nosem. Podszedł do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę. Śmiało ją złapałam i podniosłam się z ziemi. Moje kolano zaczęło pulsować. Nogi zrobiły mi się jak z waty i gdyby nie Alex przewaliłabym się.Podtrzymywał mnie w pasie i powoli zaprowadził do kuchni. Usiadłam przy stole na krześle. Mój brat w tym czasie wyjął z zamrażarki paczkę mrożonych warzyw i przyłożył do mojego kolana.
-Musisz bardziej uważać -syknął w moją stronę
-Musisz się zamknąć -odpyskowałam. Chłopak podwinął moją nogawkę i odsłonił nogę. Na łydkach formowały się już fioletowe siniaki. -Oww
-Nieźle się urządziłaś -grymas na jego twarzy zmienił się w złośliwy uśmieszek. Kopnęłam go nieuszkodzoną nogą w ramię. Złapał się za obolałe miejsce- To było zbędne, wiesz?
-Należało ci się -uśmiechnęłam się złośliwie. Alex wstał i wyciągnął z apteczki leżącej na lodówce jakąś maść i posmarował mi całą nogę. Jego telefon zaczął dzwonić. Alex wyciągnął swojego białego Black Berry z kieszonki szarych dresów i przyłożył go do ucha.
-Co tam bro? -mój brat opuścił kuchnie. Odwinęłam nogawkę i ponownie przyłożyłam mrożonkę.
Alex znowu pojawił się w pomieszczeniu. Wkładał swój telefon kieszonki spodni. Złośliwy uśmieszek pojawił się na jego twarzy. -Musisz się ubierać.
-Co? Dlaczego? -grymas pojawił się na mojej twarzy -Nie ma zamiaru nigdzie jechać, Alex.
-To nie podlega dyskusji. -wystawił mi język.
-Alex -zaczęłam nieśmiało -Ja nie chcę widzieć się z Justinem.
-Spokojnie, to Fredo przyjedzie -uśmiechnął się, a ja jęknęłam -Nie lubisz go?
-Nie przepadamy za sobą -wzruszyłam ramionami. Leniwie wstałam i ruszyłam w stronę złowieszczych schodów. Poprawiłam swój pasek od szlafroka i weszłam na górę. Lekko kulałam. Weszłam do swojego pokoju i podeszłam do szafy. Wygrzebałam z niej kilka ciuszków i wybrałam najwygodniejsze ubrania.
Szczerze? Nie interesowało mnie jak wyglądam. W moim wyposażeniu znajdowały się luźne, czarne spodnie od Michaela Korsa i szaro czarny sweter od Rag & Bone Melanie.  Na palec założyłam miedziany pierścionek z serduszkiem. Rozczesałam swoje włosy i związałam je w niesfornego koczka. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Jęknęłam w duchu. Chwyciłam moje białe okulary i zeszłam na dół. Fredo czekał na mnie oparty o framugę drzwi wejściowych. Gdy tylko usłyszał moje kroki jego głowa powędrowała do góry.
-Cześć -uśmiechnął się lekko.
-Słuchaj.. nie wiem po co tu przyjechałeś, ale.. -nie pozwolił mi skończyć
-Justin kazał mi po ciebie przyjechać, martwi się- Fredo spojrzał na mnie błagalnie. Westchnęłam pod nosem i zeszłam z reszty schodków. Mój wzrok powędrował w poszukiwaniu białych conversów.
-Wiesz gdzie są moje buty? -mruknęłam pod nosem.
-Wydaje mi się, że mama je uprała -wzruszył ramionami. Schyliłam się do szafki na buty i wybrałam beżowe szpilki. Włożyłam je na stopy, wygładziłam ręką sweter i wyprostowałam się.
-Gotowa? -Alfredo klepnął otwartą dłonią w swoje uda
-Taa chyba tak -wzruszyłam ramionami. Fredo otworzył drzwi i oboje wyszliśmy z domu. Założyłam na nos swoje białe okulary, żeby czyhający paparazzi nie zauważyli moich zmęczonych oczu. Podeszliśmy do czarnego SUV'a chłopaka. Oczywiście nie otworzył  mi drzwi, jak to wypada. Mruknęłam pod nosem kilka przekleństw i wsiadłam do samochodu. Fredo włożył kluczyki do stacyjki, przekręcił je i wjechał na ulicę. Między nami nastała niezręczna cisza. Wierciłam się na siedzeniu. Nagle coś przyszło mi na myśl, zanim się zorientowałam wypowiedziałam to na głos -Martwił się o mnie? -spojrzałam na Fredo, on również się na mnie patrzył. Był najwyraźniej zdziwiony, że się odezwałam. Pokiwał twierdząco głową -Czemu?
-Nie odzywałaś się, pisał do ciebie smsy -wzruszył ramionami i ponownie spojrzał na jezdnie. Przyłożyłam swoje czoło do zimnego szkła szyby. Myśli w mojej głowie toczyły wojnę.
-Fredo? -zaczęłam nieśmiało
-Huh?
-Zatrzymaj się. -gwałtownie obrócił głowę w moją stronę, ale nie przestał jechać.
-Co?
-Powiedziałam zatrzymaj się! -powiedziałam trochę głośniej niż zamierzałam. Fredo posłuchał mnie i zjechał na pobocze. Otworzyłam drzwi i wystawiłam nogi poza samochód. -Powiedz Justinowi, że zgubiłeś mnie gdzieś po drodze, czy coś. Spokojnie nie musisz mnie odwozić, pójde na piechotę. -wzruszyłam ramionami i wysiadłam z auta. Fredo zdążył mnie złapać za rękę i znowu pociągnął do środka.
-Kate..nie rób mu tego, nie zrobił nic złego.
-J-ja wiem -przytaknęłam z bólem w głosie -Po prostu boje się, że gdy go zobaczę nie powstrzymam się od powiedzenia mu czegoś złego, wyzywania go. -opadłam z powrotem na fotel.
-Dlatego mu nie odpisałaś? -spojrzał na mnie podejrzliwie, nieśmiało przytaknęłam.
-Wiem, że nie robi nic złego, że spełnia marzenia, ale..-spojrzałam się przed siebie i przełknęłam gulę śliny, która umiejscowiła się w moim gardle -Nie chce, żeby mnie zostawiał. Co mam wiedzieć co będzie tam robił. Co jeśli mnie.. -Alfredo nie pozwolił mi dokończyć
-Przypilnuje go,obiecuje.
-No nie wiem..
-Słuchaj. Wiem jaka była pomiędzy nami sytuacja, ale zrozumiałem.
-Zrozumiałeś co? -spojrzałam na niego zdezorientowana
-Że wy naprawdę się kochacie. -wzruszył ramionami i spuścił głowę w dół z zawstydzenia
-Myślałeś, że udajemy swoje uczucia?
-Nie wiem, chyba po prostu ubzdurałem sobie, że to Selena jest tą przeznaczoną.
-Myliłeś się. Co do wszystkiego -zakpiłam -Kocham Justina, a Selena nie była tą jedyną.
-Wiem, teraz to wiem. Ty nią jesteś -uśmiechnął się lekko do mnie. -Zostańmy przyjaciółmi.
Zadławiłam się swoją śliną i spojrzałam na niego zdziwiona -Co? -powiedział przez śmiech
-Umm..nie..nic. -podrapałam się w tył głowy. -Okey, zapomnijmy tych..złych rzeczach.
-Zamknij drzwi od samochodu i jedziemy do twojego chłopaka -klepnął mnie w udo, a ja syknęłam z bólu. Fredo popatrzył na mnie z troską -Wszystko w porządku?
-Umm..tak -poprawiłam się na fotelu, grymas pojawił się na mojej buzi
-Daj spokój, nie musisz udawać -spojrzał na mnie wyczekująco.
-Ojj -podrapałam się w tył głowy - testowałamgrawitacjenaschodach -wycedziłam szybko
-Co? -zapytał przez śmiech
-Testowałam grawitacje na schodach, zadowolony?!
-I co? Działa?
-A jak myślisz? -skrzyżowałam ramiona na piersiach, aby wyglądało na to, że jestem obrażona, ale posłałam mu spojrzenie, które pokazywało, że tylko żartuję. -Działa bez zastrzeżeń -zarechotał.
-Mocno się poobijałaś? -zapytał podczas odpalania wozu.
-Najgorzej z nogą. -wzruszyłam ramionami
-Zsiniała?
-Yep -zrobiłam nacisk na ostatnią literkę -Nawet nie chce patrzeć na te siniaki -zaśmiałam się i poprawiłam na fotelu. Ruch na jezdni przebiegał płynnie. Jak nigdy.  Akurat wtedy kiedy nie śpieszy mi się na spotkanie z Justinem. -Kiedy rozpoczyna się trasa?
-Za tydzień. To mało czasu, nie?
-Taa, bardzo mało -oparłam swoją głowę o zimną szybę.

Justin's POV:

-Kurwa -westchnąłem pod nosem podczas krótkiej przerwy, którą zarządziłem.
-Co się stało? -Scooter klepnął mnie w ramię.
-Kate nie odpisuje -odłożyłem telefon.
-Może jest zajęta -wzruszył ramionami
-Albo zła -podparłem się ręką.
-Wyślij Fredo, niech po nią jedzie -klepnął w swoje uda.
-Fredo! -zacząłem krzyczeć. Kilka sekund później chłopak stał tuż obok mnie.
-Czego się drzesz, Idioto? -jęknął
-Zrobisz coś dla mnie? -nie czekając na odpowiedz kontynuowałem -Jedź po Kate.
-Taa, przecież nie mam co robić tylko jeździć po twoją małą sukę -prychnął. Wstałem i przycisnąłem go do ściany. Chłopak otworzył szeroko oczy, ze zdziwienia. A ja? We mnie się gotowało i byłem gotowy go zabić. Nikt nie będzie obrażał mojej dziewczyny! Nikt!
-Co ty kurwa powiedziałeś? -warknąłem.
-J-ja.. -zaczął się jąkać.
-Kim ty kurwa jesteś by ją obrażać?! -syknąłem przez zęby. Jad przesiąkał każde moje słowo.
-P-przepraszam
-Taa, powinieneś -puściłem go, a on zsunął się na podłogę. Poczułem dłoń Sotta na ramieniu. Wcześniej jej nie czułem. Strzepnąłem jego dłoń i ruszyłem na scenę, klnąc pod nosem. Chłopak otrzepał się z kurzu i ruszył w stronę wyjścia. Podkład do As Long As You Love Me się załączył, a ja byłem gotowy, by zacząć tańczyć. Tancerki wyszły na scenę i poruszaliśmy się w rytm muzyki wcześniej uzgodnionymi ruchami. Czułem się w swoim żywiole, tak to napewno. Zacząłem rozmyślać o wczorajszej sytuacji, kłótni z Kate, rozmowy z jej mamą, wszystko.



-Znasz ją. Lubi się złościć-Nie dziwie się jej, też nie chce wyjeżdżać-Więc po co to robisz? -uniosła brwi do góry-Nie chce ich zawieść. Kocham ich, są dla mnie ważni- niczym rodzina



-Justin czemu? Czemu akurat teraz?!-Kochanie to nie zależy ode mnie to Scooter zadzwonił i mi powiedział. Nie mogę zawieść moich fanów-Ich nie możesz, ale mnie to już tak, huh?


Popełniłem błąd. Niewybaczalny, największy błąd, który może popełnić tancerz- Myślałem.
Pogubiłem się w krokach, jak i w życiu. Zacząłem potykać się o dziewczyny i upadłem na podłogę.
Muzyka ucichła, zapadła głucha cisza. Klęcząc schowałem swoją twarz w dłonie.
-Pieprzyć to! -wstałem i zacząłem uderzać pięściami w powietrze -Pieprzyć to wszystko!
-J-Justin -Erica położyła dłoń na moim ramieniu -Uspokój się - kiwnąłem twierdząco głową i złapałem się za końcówkę nosa. Dziewczyna zabrała swoją rękę z mojego ramienia. Drzwi od areny się otworzyły, a zza nich weszła moja ukochana i Fredo. Szybko zbiegłem ze schodów i zacząłem biec w kierunku Kate. Powoli zwolniłem. Kilka metrów od niej już szedłem. -Jesteś -pokręciłem z niedowierzaniem głową. -Nie odpisywałaś, martwiłem się. -podrapałem się w klatkę piersiową. Dziewczyna nawet na mnie nie patrzyła.
-Taa, słuchaj -nie pozwoliłem jej dokończyć
-Chyba musimy porozmaw.. -ona też mi przerwała
-Przepraszam -wzruszyła ramionami. Moje oczy szeroko się otworzyły
-C-co?
-Powiedziałam przepraszam. Z-za wczoraj. Nie miałam tego na myśli -wzruszyła ramionami i nadal patrzyła się w podłogę, jakby była to najbardziej interesująca rzecz na świecie. Nieśmiało się do niej przysunąłem i zamknąłem w szczelnym uścisku. Bałem się, że mnie odepchnie czy coś, ale tak się nie stało. Z jej ust wydobyło się coś w rodzaju ulgi. Mocno do mnie przywarła. -To będą ciężkie miesiące, ale damy radę.
-Oczywiście, że damy rade. Będzie cholernie ciężko, ale bywało gorzej -oparłem swój podbródek o czubek jej głowy. Od czasu do czasu obdarowywałem ją krótkimi pocałunkami. Wtuliła się w cięcie w mojej szyi. Głaskałem uspokajająco jej plecy. Wszystko co nas otaczało powoli zanikało. Czułem się jakbyśmy tylko my istnieli. Szczęśliwi kochankowie, którzy zawarli pakt z diabłem.
-Będę tęsknić
-Wiem, ja też -oderwałem ją od siebie i spojrzałem głęboko w oczy, które ukrywało smutek i strach.
-Przetrwamy to, nie?
-Oczywiście -oblizałem swoje wargi. Mój wzrok na przemian lądował, a to na jej ustach, a to na oczach.
-Pocałuj mnie -spojrzała na mnie błagalnie. Nie zastanawiając się złączyłem nasze wargi w idealnym pocałunku. Przejechałem swoim językiem po jej dolnej wardze. Kate, żeby się ze mną podrażnić, nie otworzyła ust. Swoimi dłońmi zjechałem poniżej jej pasa i ścisnąłem ją za pośladki. Ta cicho jęknęła, a wślizgnąłem się do jej buzi i nasze języki walczyły o dominacje. Uniosłem Kate, a Ona zacisnęła swoje nogi wokół mojego pasa. Jej włosy zakryły nas jak kurtyna
-Ohh błagam! -Fredo jęknął, na co zachichotałem w usta mojej dziewczyny.
-Zamknij się! -zaśmiała się
-Nie moja wina, że nie masz z kim tego robić-prychnąłem
-Mógłbym robić to z każdą, twoją, morą fanką!
-Nie próbuj się nawet do nich zbliżać Zjebie! -chłopak się zaśmiał. Spojrzałem mojej ukochanej głęboko w oczy. Jej policzki lekko się zarumieniły -Kocham cię
-Powiedz mi coś czego nie wiem -uśmiechnęła się do mnie pokazując wszystkie swoje zęby, które są białe jak perełki. Przyłożyłem swoje czoło do jej -Też cię kocham, ale to wiesz -cmoknęła mnie w nos.
-Dobra,skoro już wszystko mamy ustalone, a problemy sercowe rozwiązane, to wracamy do pracy! -Scooter się zaśmiał, a ja jęknąłem. Z grymasem oderwałem się od Kate.
-Ćwicz, ćwicz Bieber -klepnęła mnie żartobliwie w ramie.
-Ejj przećwiczmy rozpoczęcie koncertu, włącznie z wlotem na skrzydłach! -Scooter krzyknął. i poprowadził Kate na widownie. -To będzie niezłe show -Scott się do niej uśmiechnął.
-Napewno -również się do niego uśmiechnęła. Skierowała swój wzrok w stronę sceny gdzie umocowany do ogromnych skrzydeł wlatywałem na scenę.

Kate's POV:

-Okey dzieciaki, koniec na dziś! -Scooter klepnął swoje uda z otwartej dłoni. Justin szczęśliwy zszedł ze sceny i podbiegł w moją stronę. Zmęczony opadł na wygodny fotel po mojej lewej stronie.
-To musi być niezła frajda, nie? -uśmiechnęłam się. Justin wstał i pociągnął mnie za rękę w stronę sceny
-Musisz spróbować -staliśmy na środku estrady, gdzie wszystko było widać. Cały Bieber Team siedział na widowni i przyglądał nam się uważnie. Czułam, że policzki mi się rumienią -Zaśpiewaj coś, wiem, że umiesz.
-A-ale tak sama?
-Co? Nie, no co ty! Chłopaki ci podegrają, a dziewczyny dołączą w chórkach -Justin trącił mnie żartobliwie w bok. Potarłam swoje ramię. -Co chcesz zaśpiewać?
-Musi być coś twojego? -spojrzałam na niego przez ramie
-Nie -zaśmiał się -Cokolwiek, tylko coś co znają wszyscy -wzruszył ramionami.
-Może -schowałam zagubiony kosmyk swoich włosów za ucho -Radioactive?
-Dobry wybór -uśmiechnął się do mnie i odszedł uzgodnić coś z muzykami. A ja? We mnie sie wręcz gotowało. Wszyscy na mnie patrzyli i wyczekiwali na mój występ. Denerwowałam się. Nie. To za mało powiedziane. Umierałam ze strachu! Co jeśli pomylę się lub zafałszuje przy całej, profesjonalnej ekipie?
-Kate? -usłyszałam zza pleców głos Justina
-Justin ja zaraz umrę -po arenie rozprzestrzenił się mój głos, ludzie zachichotali pod nosami.
-Właśnie miałem ci powiedzieć,że włączyliśmy mikrofony -zachichotał pod nosem i podszedł do mnie.
-Co jeśli coś pójdzie źle? -wyszeptałam, tak aby tylko on mógł usłyszeć
-Jesteśmy rodziną i nie będziemy się z ciebie śmiać -powiedział na tyle głośno, że mikrofon rozprzestrzenił jego głos po całej arenie -Prawda? -powtórzył głośniej, a wszyscy przytaknęli.
-Gotowa? -Dan posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam i przytaknęłam głową. Chłopcy zaczęli grać, a ja nieśmiało zaczęłam śpiewać. Gdy tylko wydałam z siebie pierwszy dźwięk wszyscy otworzyli bardzo szeroko buzię, włącznie z Justinem.


I'm waking up to ash and dust
I wipe my brow and I sweat my rust
I'm breathing in the chemicals

I'm breaking in and shaping up
Then checking out on the prison bus
This is it, the apocalypse, woah

I'm waking up, I feel it in my bones
Enough to make my system blow
Welcome to the new age, to the new age
Welcome to the new age, to the new age

Woah... I'm radioactive, radioactive!
Woah... I'm radioactive, radioactive!

I raise my flag, dye my clothes
It's a revolution I suppose
We're painted red to fit right in, woah

I'm breaking in and shaping up
Then checking out on the prison bus
This is it, the apocalypse, woah

I'm waking up, I feel it in my bones
Enough to make my system blow
Welcome to the new age, to the new age
Welcome to the new age, to the new age

Woah... I'm radioactive, radioactive!
Woah... I'm radioactive, radioactive!

All systems go, the sun hasn't died
Deep in my bones, straight from inside

I'm waking up, I feel it in my bones
Enough to make my system blow
Welcome to the new age, to the new age
Welcome to the new age, to the new age

Woah... I'm radioactive, radioactive!
Woah... I'm radioactive, radioactive!

Gdy tylko muzyka ucichła odetchnęłam z ulgą. Wszyscy wpatrywali się we mnie z niedowierzaniem. 
-Umm.. -podrapałam się w czoło. Justin wstał, a zza nim cała ekipa i podbiegli do mnie. 
Wbiegli po schodach, a chwilę później czułam oplatające mnie w pasie dłonie Justina i że moje stopy przyodziane w szpilki odrywają się od podłogi. Skrzywiłam się, bo poczułam ból w mojej nodze. 
-Byłaś świetna! -Justin pocałował mnie w policzek.
-Ojj tak! -krzyknęła jedna z tancerek
-Najlepsza! -dołączyła druga 
-Ojj postaw ją człowieku, nie widzisz, że ją noga boli? -Fredo się zaśmiał.Justin powoli opuścił mnie na ziemie. Moje buty ledwo trzymały się na nogach, więc musiałam je poprawić. 
-Boli cię noga? -troska była wyraźnie słyszalna w głosie mojego ukochanego 
-Umm..trochę
-Trochę? Krzywisz się z bólu. Co się stało?
-Proszę cię, nie histeryzuj, to nic takiego -wzruszyłam ramionami 
-Powiedz mi, w tej chwili -rozkazał. Przybliżyłam swoje usta do jego ucha
-Zwaliłam się ze schodów -wyszeptałam na tyle cicho, żeby tylko on usłyszał. Zaczął się śmiać. 
-Serio? -wręcz dusił się swoim śmiechem. Walnęłam go w tors -O Boże, Kat!
-Zasłużyłeś! 
-To ty zwaliłaś się ze schodów -zakpił
-Justin! 
-No co? -wzruszył ramionami z uśmiechem 
-Bez powodu powiedziała ci to na ucho -jedna z tancerek zakpiła 
-Właśnie!-jęknęłam 
-Ty zwalasz się ze schodów, Justin wpada na szklane schody, nie chce sobie wyobrażać co będą robić wasze dzieci. Już się boje, biedactwa -Scooter pokręcił głową z nie do wierzeniem. 
-Jesteś wredny -pokazałam mu język, a ten tylko się zaśmiał 
-Bardzo dorośle -prychnął 
-Bardzo dorośle -przedrzeźniłam go. 
-Dobra stop! Nie wiem jak wy, ale ja wracam do domu -Fredo jęknął i zaczął się ze wszystkimi żegnać. 
Justin objął mnie w pasie i ruszył w stronę wyjścia. 
-Jesteś taka idealna 
-Idalnie nieidalna -mruknęłam pod nosem, Justin to usłyszał i zachichotał 
-Idealnie idealna, dla mnie -cmoknął mnie w skroń. 
Wyszliśmy przez tylne drzwi. Nagły podmuch wiatru wywołał dreszcze na moich plecach. Justin mocniej objął mnie ramieniem. -Kocham cię
-A ja ciebie -objęłam go jedną ręką w tali -Bardzo mocno -zacisnęłam swój chwyt, a on zaczął się śmiać.
-Jeśli zacząłbym ci pokazywać jak mocno cię kocham to bym cię zmiażdżył!  -wybuchnęliśmy śmiechem.
Justin zaprowadził mnie do swojego Audi w cętki. Miałam już ciągnąć za klamkę, ale mnie powstrzymał i sam otworzył mi drzwi. -Proszę -uśmiechnął się do mnie
-Dziękuje -puściłam mu oczko. Justin okrążył samochód i wsiadł od strony kierowcy. Przekręcił kluczykami wybudzając maszynę do życia. Wykręcił i jechał na jezdnie. -Gdzie jedziemy?
-Do ciebie. No chyba, że chcesz jechać do mnie-wzruszył ramionami.
-Alexa chyba nie ma. Umówił się z kumplami na piwo -przyłożyłam czoło do szyby. Napiłabym się.
-Czyli mamy cały dom dla siebie -popatrzył na mnie z cwaniackim uśmiechem i ponownie spojrzał na jezdnie. Przytaknęłam i patrzyłam na rozmywający się po drodze krajobraz. 
-Na jak długo wyjeżdżasz? -spytałam drżącym głosem
-Na cztery miesiące -odparł - lecz obiecuję, że postaram się wynagrodzić ci całą moją nieobecność. Przynajmniej na tyle na ile będę mógł – dodał, uśmiechając się.

No One POV:

-Jesteśmy na miejscu.- Oboje wyszli z auta. Spletli ze sobą swoje palce i poszli do domu. Dziewczyna wyciągnęła ze swojej kieszonki pęk kluczy, odszukała odpowiedni i otworzyła drzwi. Weszła przodem i położyła je na wysepce w kuchni. Chłopak nadal zdejmował buty. Dziewczynie poszło szybciej, bo nie musiała ich odwiązywać. Chłopak się wyprostował, a dziewczyna wbiegła w jego ramiona. Mocno ją przytulić. Tak bardzo jej go brakowało, jego bliskości.  Myślała o nim w każdej wolnej chwili, on o niej również. Zastanawiali się co teraz robi druga połówka, czy jest szczęśliwa, czy się uśmiecha, czy także myśli o swoim partnerze. Nie potrafili nawet wyrazić słowami swojej radości, jaką jej sprawi przez takie drobne gesty. Justin złapał ją za uda i podniósł się do góry, trzymając dziewczynę na rękach. Wciąż nie mógł nacieszyć się jej widokiem. Wolał patrzeć na nią na zapas. W końcu czeka ich długa rozłąka. Postawił Kate tuż przed sobą, przytrzymując w pasie i przyjrzał jej się uważnie. Kate odwróciła się od swojego ukochanego i ruszyła w stronę kuchni, aby nalać sobie szklankę zimnego soku. Zdecydowanie potrzebowała orzeźwienia. Dziewczyna stanęła na palcach, wyciągając z szafki dwie szklanki, po czym postawiła na je blacie. - Masz na coś ochotę? – spytała, wyciągając z lodówki sok pomarańczowy.
Napełniła swoją szklankę i wypiła duszkiem, nie zwracając uwagi na jego temperaturę. Ponowiła czynność, wychylając się w stronę chłopaka. Justin opierał się rękoma o blat, lustrując wzrokiem każdy ruch dziewczyny. Jeszcze nigdy tak na nią nie patrzył. Nie miała pojęcia co może oznaczać owe spojrzenie, lecz jednego była pewna. Sposób w jaki na nią patrzył zdecydowanie ją podniecał i był cholernie seksowny. Boże, Kat – pomyślała  O czym ty w ogóle myślisz? Wypiła resztki swojego soku, karcąc się w myślach.
- Mi też możesz nalać – poprosił Bieber, oblizując usta.
Dziewczyna pokiwała głową i odetchnęła głęboko. Nie potrafiła się uspokoić. Cała sytuacja zaczęła mącić jej w głowie. Nie, poprawka. To on mącił jej w głowie.
Przyznaj się – odezwał się cichy głos w jej głowie – podoba ci się to i strasznie cię kręci.
Kate zignorowała uwagę, zakręciła butelkę i postawiła na blacie. Poczuła jak ktoś obejmuje ją w talii i kładzie głowę na jej ramieniu. Mimowolnie zamknęła oczy, delikatnie odchylając głowę do tyłu. Justin obrócił ją przodem do siebie, a następnie oparł ją o ścianę, kładąc dłonie po obu stronach jej głowy.
- Pytałaś na co mam ochotę – mrukną, wodząc nosem po jej szyi.
Dziewczyna poczuła jak jej serce niemal wyrywa się z piersi. Bała się, że zaraz dostanie przez niego zawału. Doprowadzał ją do szaleństwa, ją i jej serce, lecz musiała przyznać, że w głębi uwielbiała gdy to robił. Zaczęła oddychać przez usta, gdy Justin przesunął się w stronę jej ucha, a następnie na policzki, delikatnie muskając skórę swoimi malinowymi ustami, podczas gdy jej oddech gładził jego twarz.  Przesunęła się nieco w bok, nieumyślnie napierając łopatką na włącznik od światła. Nim zdążyła cokolwiek poczuć, w całym pomieszczeniu zrobiło się ciemno. Jedynym oświetleniem była lampka w salonie, która nijak oświetlała kuchnię i dawała nikłą, pomarańczową poświatę. Kate zaklęła w myślach, żałując z całego serca, że nie zapaliła halogenów. Chłopak przysunął się jeszcze bliżej dziewczyny, napierając na nią swoim torsem, sprawiając, że mogła poczuć niemal każdy skrawek jego umięśnionego ciała. Mimowolnie przygryzła wargę. Zaczynała odczuwać podniecenie, które wkrótce zaczęło ogarniać ją całą, od stóp do głowy, gdy Justin przesunął swoje usta niebezpiecznie blisko jej. Chłopak odsunął się i spojrzał na nią z góry, uśmiechając się łobuzersko. Czuł, że w bokserkach jest coraz mniej miejsca.Wciąż nie przestając się opierać, przeczesał palcami swoje ułożone do góry włosy, lekko pociągając za ich końce. Pragnął jej w tej chwili jak niczego i nikogo innego na całym świecie. Przeniósł wzrok na niebieskie tęczówki Kate, które, mimo ciemności, wyraźnie się żarzyły, niemal żywym ogniem. Nie było już iskierek, lecz dorodne płomyki, które błyszczały zawzięcie.
- Justin – mruknęła uwodzicielskim głosem, wyginając swoje ciało w delikatny łuk, niczym kotka.
Oczy bruneta zalśniły w ciemności, a na jego ustach pojawił się jeszcze większy, łobuzerski uśmiech. Kate nie zdawała sobie sprawy, jak działa na niego jej głos, szczególnie w tej sytuacji, a owym gestem tylko pogłębiła jego podniecenie. Nie zastanawiając się dłużej chwycił ją za włosy, lekko szarpiąc, aby unieść jej twarz ku górze, a następnie pochylił się, przysuwając do siebie twarz dziewczyny.  Zarzuciła mu ręce na szyję, a następnie wplotła palce w jego włosy, tym samy, zmniejszając dzielącą ich odległość do minimum. Chłopak tylko na to czekał. Gwałtownie i niemal brutalnie wpił się w jej usta, złączając ich wargi w wspólnym pocałunku. Smakowała pomarańczami, a on cholernie lubił pomarańcze. Kat ugryzła dolną wargę chłopaka, lekko pociągając ją ku sobie, aby ponownie połączyć usta bruneta ze swoimi. Justin zjechał jedną ręką niżej, zatrzymując się na pośladku dziewczyny i lekko go ścisnął, podczas gdy drugą ręką wciąż trzymał za jej włosy. Chłopak otworzył usta, tym samym dając Katherine dostęp do jego języka, które natychmiast zaczęły toczyć ze sobą zawziętą wojnę, lecz już po chwili zaczęły wspólny taniec, idealnie się komponując, zupełnie jak tancerze, którzy są dla siebie stworzeni. Dziewczyna pociągnęła Justina za włosy, na co chłopak mocniej ścisnął jej pośladki, uprzednio przenosząc tam swoja drugą rękę. Wsunęła swoje ręce pod koszulkę Biebera, uważnie śledząc palcami jego umięśnienie. Brunet czując chłodne dłonie dziewczyny na swojej skórze, szybkim ruchem ściągnął z niej koszulkę, rzucając ją na podłogę tuż za sobą. Spojrzał na jej zgrabne ciało, oblizując usta. Jesteś tak cholernie seksowna – pomyślał, ponownie zatapiając się w jej ustach. Dziewczyna powtórzyła jego gest, pozostawiając białą koszulkę Justina tuż obok nich na podłodze. Swoimi drobnymi rękoma wodziła po jego nagim torsie, napawając się każdą chwilą, podczas gdy chłopak zaczął rozpinać jej guzik oraz zamek od spodni. Martin odsunęła się od Biebera, dopiero uświadamiając sobie do czego to zmierza. Chłopak również zdawał się oprzytomnieć. Spojrzał tęskno na zgrabne ciało dziewczyny, a następnie oplótł ją w pasie swoimi silnymi rękoma.-N-nie możemy tego zrobić.
-Czemu? -dziewczyna się zarumieniła
-Mam okres -wzruszyła ramionami. Chłopak westchnął.
- Jesteś taka idealna – mruknął do jej ucha, całując jego płatek.
Chciał tego, cholernie tego pragnął, pragnął jej. Odsunął się od blondynki, łapiąc jej twarz w swoje dłonie.
- Jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu – ponownie złączył ze sobą ich usta, lecz tym razem oprócz namiętności, Kate  wyraźnie mogła odczuć miłość, jaką do niej żywił.
Jeszcze nigdy w całym życiu żaden chłopak nie całował jej z takim uczuciem i oddaniem z jakim robił to Justin. Z równym oddaniem odwzajemniała jego pocałunki, oplatając go w pasie swoimi rękoma.
-Ty także jesteś dla mnie jedną z najważniejszych osób– odparła ze łzami w oczach.
Nie mogła uwierzyć, że jej marzenia i pragnienia uległy spełnieniu i urzeczywistnieniu. Katherine odsunęła się od Justina i powolnym krokiem ruszyła po swoją koszulkę. Wiedziała, że musi ochłonąć, obydwoje musieli, ponieważ doskonale zdawała sobie sprawę, jak to wszystko może się skończyć. Po rozmowie ze Scooterem dziewczyna była skłonna przespać się z Justinem, ale nie jest gotowa na dziecko, więc lepiej nie ryzykować, nie podczas okresu.  Bieber obrócił się i powiódł wzrokiem za dziewczyną, lustrując każdy jej ruch. Następnie zawiesił spojrzenie na jej pośladkach, gdy z gracją schyliła się po bluzkę. Gdy tylko się wyprostowała jej delikatnie pofalowane, blond włosy opadły kaskadami na ramiona, by następnie zakryć częściowo jej  plecy. Justin po raz kolejny oblizał usta, nie mogąc powstrzymać nagromadzającego się w nim podniecenia. Czym prędzej podszedł do dziewczyny, przytulając ją od tyłu.
- Nie zakładaj jej jeszcze – mruknął uwodzicielsko do jej ucha, głaszcząc po brzuchu.
Dziewczyna zadrżała pod wpływem jego dotyku, z całej siły powstrzymując się, aby nie odwrócić się przodem do niego. Justin wciąż nie miał na sobie koszulki, co tym bardziej pobudzało jej myśli, gdy czuła jego brzuch tuż na swoich plecach.
- Uwielbiam twoje dołeczki na plecach – rzekł brunet w przerwach między pocałunkami, które składał na szyi dziewczyny.
- Justin, proszę – szepnęła – Dobrze wiesz, że to się źle skończy.
Czy naprawdę tego chciała? Przecież pragnęła go najbardziej na świecie.Uśmiechnęła się gorzko.
- Masz rację – odparł ze smutkiem.
Bieber odsunął się od dziewczyny i ruszył po swoją koszulkę. Kat wciąż jeszcze czuła jego rozpalone ciało, które niemiłosiernie ją rozgrzewało. Odetchnęła głęboko i szybkim ruchem naciągnęła swój czarny sweter.
- Może zostaniesz? – spytała nieśmiało, nie odwracając się w jego stronę.
Na twarzy Justina pojawił się szeroki uśmiech. Zapalił światło i ruszył w stronę dziewczyny.
- Z największą przyjemnością – odparł, stojąc tuż naprzeciw niej.
- Tym razem zostań na śniadaniu – powiedziała.
Chłopak tylko zaśmiał się radośnie. W jego ramionach czuła się niewiarygodnie bezpieczna i wiedziała, że nic nie może się stać. Tak bardzo za nim tęskniła już teraz, kiedy jest obok niej, tak bardzo bała się, że  ich relacje się popsują. Nie potrafiła ukryć swojego szczęścia, a uśmiech nie schodził z jej twarzy. Przejechała opuszkiem palca po swoich ustach, zjeżdżając na policzki, a następnie na szyję. Jego usta były tak cudowne, pełne i miękkie, a ich kolor niezwykle kuszący. Jakby się tak teraz nad tym zastanowić, to jego ich odcień pasował bardziej do koloru dojrzałych poziomek. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Dziewczyna wyprostowała palcami swój sweter i poszła otworzyć drzwi. -To pewnie Alex.
Dziewczyna uchyliła drzwi, a zza nich wyszła zapłakana Alice.

_____________________________________________

Alleluja, rozdział 32!
Jest kurewsko długi, więc macie się cieszyć xD! Pisałam go meega długo, 
więc mam nadzieje, że się podoba. Pozdrawiam Martynę P <3 
Pozdro też dla Magdy S. która powiedziała, że mam "złe serce" 
bo nie chcę udostępnić linka do jej bloga na moich. 
Przypominam, że to nie tablica ogłoszeń!
Ps. Rozdział niesprawdzony


20 kom- 33 rozdział :) 
Mile widziane więcej komentarzy!

sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 31

Czytasz? Kometujesz!

follownij bohaterów opowiadania!
Jest follow back!
Kate's POV

Ten wieczór zapowiadał się naprawdę świetnie.
 Rozmowa z mamą podniosła mnie na duchu, potrzebowałam tego.
Chłopaki przyszli, a ja soczystym buziakiem przywitałam się z Justinem i poszliśmy jeść.
Gadaliśmy, śmialiśmy się aż Justin wyskoczył z czymś co mnie zamurowało.
 "Musze wyjechać" Właśnie te dwa słowa zniszczyły idealny wieczór. Po raz kolejny w tym tygodniu łzy napłynęły mi do oczu i chciały się wydostać na zewnątrz.Nie wytrzymałam i szybko odeszłam od stołu przepraszając wszystkich. Słyszałam jak mój chłopak szedł za mną  nawołując mnie, ale ja nie zwracałam na to uwagi i tylko szybkim ruchem otworzyłam drzwi prowadzące na taras i zatrzasnęłam je tuż przed twarzą Justina. Osuwając się po drzwiach czułam jak z moich oczu leje się strumień łez. Czemu? Czemu akurat teraz musi wyjechać?! Tak bardzo Go w tej chwili potrzebuje...
Podniosłam głowę ku górze i patrzyłam na nocne niebo.
Gwiazdy migotały w różnych odcieniach niebieskiego. Zauważyłam kilka spadających gwiazd
W tej chwili czułam się jak jedna z nich, która po niefortunnej serii wydarzeń zobaczyła swe marzenia
przerwane i podzielone jak te milion gwiazd na nocnym niebie. Marząca znowu i znowu- błyszcząca
i załamana. Ale niezbyt się tym przejmuje, bo wiem, że spełni się wszystko o czym marzę, a następnie stracę
to, by wiedzieć, czym jest prawdziwa wolność. Kiedy Justin wypowiedział te dwa słowa myślałam,
że dam mu z plaskacza, chociaż wcale nie wiem czemu aż tak bardzo. Przecież wiedziałam, że to nastąpi.

Justin's POV
Co ja sobie wtedy myślałem? Że moja ukochana przyjmie to spokojnie i z uśmiechem na twarzy ?
Przecież wiedziałem jak bardzo była smutna kilka godzin temu.
Serce mi się lamie na milion kawałków, gdy widzę jak płaczę,a jeszcze gorzej,
bo wiem ze to przeze mnie.Nie mogę jej tak zostawić; bez rozmowy, ani bez słowa wyjaśnienia.
Głośno westchnąłem. Zmierzwiłem swoje brązowe włosy, które niemalże przybierały kolor złota.
Justin nie przejmuj się -wtrąciła się matka Kate, która do tej pory siedziała cicho i przyglądała się całej tej sytuacji. Ashley zna Kate bardzo dobrze, mają fantastyczny kontakt. Obie uważają,,
że to przez sytuacje z przed lat. Obie cierpiały tak samo; Kate przez to, że była molestowana,
a Ashley, bo w porę nie zareagowała. Na głowie kobiety spoczywała cała rodzina.
Musiała utrzymać dwójkę dzieci i wychować ich na porządnych ludzi. Udało jej się to.
Syn był studentem prawa, a córka widniała na okładce Vogue  -Znasz ją. Lubi się złościć
-Nie dziwie się jej, też nie chce wyjeżdżać
-Więc po co to robisz? -uniosła brwi do góry
-Nie chce ich zawieść. Kocham ich, są dla mnie ważni- niczym rodzina
Odłożyłem sztućce na bok i poszedłem za moją Perełką
-Kate? -brak odpowiedzi -Kate? -znowu nic.
Nagle usłyszałem ciche łkanie z tarasu. Drzwi były uchylone, więc chciałem wejść,
aczkolwiek moja ukochana szybko je zatrzasnęła. Osunąłem się po nich.
Mój tyłem wylądował na zimnych panelach podłogowych. Chyba zacznę podciągać spodnie..
-Kate kochanie, proszę Cię otwórz..-Nic, cisza. -Błagam. Tak bardzo Cię kocham,
porozmawiaj ze mną.- i własnie wtedy usłyszałem, ze ktoś wstaje i otwiera drzwi, nawet nie poczułem ze wstrzymałem oddech, ciesze się ze otworzyła.To znaczy nie do końca, bo kiedy drzwi się uchyliły upadłem na podłogę. Moje plecy nieszczęśliwie wylądowały na progu. Podniosłem się z podłogi i wszedłem w głąb tarasu. Kate stała odwrócona do mnie tyłem i podtrzymywała się barierki.
-Justin czemu ? Czemu akurat teraz ?!-łkała mówiąc. Odepchnęła się od barierki i spojrzała na mnie.
-Kochanie to nie zależy ode mnie to Scooter zadzwonił i mi powiedział Nie mogę zawieść moich fanów
-Ich nie możesz, ale mnie to już tak, huh?
Zamurowało mnie, gdy powiedziała te zdanie. Czy ona tak naprawdę sądzi?
Nawet nie wie jak się czuje w tym momencie;
Rozdarty na dwie części -chłopak i gwiazda światowego formatu.
Było mi z tym wszystkim bardzo ciężko kocham moja Małą Księżniczkę, a uczucie ze to ja ją ranie i przeze mnie płaczę sprawia ze czuje się jak gówno. Nie chce wyjeżdżać...znaczy chce, bo kocham  moje Beliebers i nie chce ich zawieść, ale Kate też nie chce. Wiem, ze to będzie najtrudniejszy wyjazd w moim życiu...


Kate's POV
Było mi tak ciężko, gdy Justin wypowiedział te słowa "Błagam tak bardzo Cie kocham, 
porozmawiaj ze mną". Nie wytrzymałam, więc szybko wstałam i postanowiłam z nim porozmawiać. Widziałam, czułam jak bardzo był zaskoczony tym co powiedziałam.
Wiem ze fani są dla niego ważni ale ja Go do cholery tak bardzo teraz potrzebuje.
-To nie tak...Ja... -zaczął się jąkać mrugając przy tym swoimi pięknymi, brązowymi oczami.
-No to jak?! -syknęłam przez zęby
-Kocham Cię, ale doszedłem teraz tak daleko nie mogę tego zaprzepaścić.
-Co ty mówisz?! Przecież miałeś zacząć trasę o wiele później. I nie mów mi ze to nie zależy od Ciebie, bo to nie prawda. To ty musisz się zgodzić, bo inaczej niczego nie będzie -machałam rękoma
w różne strony, od czasu do czasu wycierałam swoje mokre policzki-...Czekaj ty się już zgodziłeś, prawda?
Odpowiedział ciche "tak" nawet się na mnie nie patrząc. -Ale czemu? -wyjąkałam
-Kate tak to zależy ode mnie, ale nie aż tak bardzo. Ja muszę jechać -jego malinowe usta uformowały się w jedną, cieką linijkę, którą od razu oblizał.
-Proszę, jedź.Tylko chce, żebyś wiedział, że bardzo Cię teraz potrzebuje -lekko pocałowałam go w lewy policzek i wybiegłam z tarasu. Wbiegłam po schodach prowadzących na górę.
Weszłam do mojej sypialni gdzie było łóżko, niepościelone od dwóch dni.
Ułożyłam się wygodnie na nim. Zaciągnęłam się zapachem, który otaczał poduszkę Justina.
Zaczęłam coraz mocniej płakać. Nie chce, żeby Justin wyjeżdżał, myślałam, że właśnie teraz będziemy spędzać czas w spokoju, nie martwiąc się o nic. Dopiero po tym Justin miał wyjechać w trasę, a ja czekałabym na niego z utęsknieniem. Wiecie co było najgorsze? To, że nie spytał się mnie czy chce jechać z nim.  Belieberki na portalach społecznościowych typu Twitter czy Facebook piszą te "Bieber Fakty" i na każdym z nich jest napisane, że kiedy Justin będzie miał dziewczynę zabierze ją w trasę koncertową.
I co? Nie jadę. A co jeśli mnie zdradzi, znowu? Tego bym już chyba nie wytrzymała.
Nie jeden raz czytałam co się w takich trasach dzieje; narkotyki, alkohol, seks..
Tak bardzo się rozmarzyłam, że nie wiadomo kiedy Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy snów.


Justin's POV:

Gdy Kate pocałowała mnie w policzek czułem się prze szczęśliwy chciałem złapać jej nadgarstek i pocałować ja z taka pasja żeby była pewna moich uczuć, ale wiem ze potrzebuje chwili samotności i po prostu odpocząć. Kocham ją, więc pozwolę na to.
Postanowiłem pojechać do Scootera i porozmawiać o dacie rozpoczęcia drugiej części BelieveTour. Mam nadzieje, że uda mi się chociaż trochę opóźnić. Wsiadłem do mojego białego ferrari i włożyłem kluczyki do stacyjki. Przetarłem swoją twarz dłońmi. Przekręciłem kluczykami. Wszystkie diody się zapaliły, a z głośników zaczęła wydobywać się muzyka. Jeśli dobrze kojarzę było to "Monster" Eminema i Rihanny.
Odchyliłem głowę do tyłu i odjechałem z pod domu mojej Kate.Wsłuchałem się w piosenkę i swoimi dłońmi wybijałem rytm o kierownice samochodu. To właśnie to czego potrzebuje.
Ciągle myślałem o tej sytuacji, o Kate, która jest w rozsypce, a ja nie wiem dlaczego.
Cholera, ale to wszystko skomplikowane. Nie chce jej zostawiać. Nie po tym kiedy powiedziała, że mnie potrzebuje. Wcisnąłem pedał gazu chcąc być szybciej na miejscu i już po kilku minutach byłem
pod domem Scotta. Mam nadzieje, że nie śpi, bo dopiero teraz zauważyłem, że jest cholernie późno.
Wcisnąłem dzwonek, rozbrzmiała nudna melodyjka.
Cicho westchnąłem pod nosem.
Ponownie nacisnąłem dzwonek.
-Scooter Skurwielu wyłaź.. -kląłem pod nosem.
Usłyszałem przekręcanie kluczyka. Zza drzwi wyszedł zaspany Scott. -Dzięki Bogu
-Justin? -przetarł swoje zaspane oczy -Co ty tu robisz? O tej porze, u mnie.. Coś się stało?
-Tak, stało się. Chce pogadać o trasie -podrapałem się w kark.
-No okey -ziewnął- Przechodź -gestem ręki pokazał, żebym wszedł do mieszkania.
Usiedliśmy na zielonej kanapie, która stała na środku przestronnego pokoju z beżowymi ścianami.
-Więc o co chodzi?
-Ciesze się na tą trasę, ale..
-Tak, ja też się cieszę, ale do sedna Jay, o co chodzi?
-Więc przyjechałem tu, bo chce Cię poprosić o zmianę datę rozpoczęcia trasy                  
-J-jak to zmienić?! Czemu?! -wysyczał przez zęby
-No po porostu. Chce żeby została wcześniejsza data. Nie mogę teraz dojechać
-Niby czemu nie?! Przecież się zgodziłeś
-Nie mogę zostawić Kate samej, nie teraz kiedy jest w rozsypce. Zrozum!
-Justin zacząłem już ustalać daty koncertów, hotele i inne sprawy, a ty mi teraz mówisz, że mam
to odwołać, bo twoja dziewczyna ma pewnie napięcie przedmiesiączkowe?!
-Scott..
-Mam propozycje
-C-co? Jaką propozycję? -uniosłem jedną brew
-Pojadę do Kate i wszystko z nią wyjaśnię
-No to mnie zdziwiłeś -uśmiechnąłem się pod nosem -Mam nadzieje, że przynajmniej z tobą porozmawia
-Co masz namyśli?
-Nie chce ze mną gadać.
-Okey, rozumiem. Postaram się to jakoś złagodzić.
-Dzięki- uśmiechnąłem się do niego -Będę się zbierał, pa
-Nie ma za co. Wyśpij się -krzyknął zanim opuściłem jego dom


Regular POV:

Zaspany mężczyzna jechał z prędkością osiemdziesięciu kilometrów na godzinę w stronę domu dziewczyny swojego podopiecznego. W głowię wymyślał dialog, który planował z nią przeprowadzać.
-Cholera -klął pod nosem. Jego oczom ukazał się spory, biały dom w stylu wiktoriańskim.
Wjechał na podjazd swoim srebrnym Ravge Roverem. Jego ręce bardzo się pociły, bo w końcu od niego zależą losy trasy i szczęście milionów dziewczyn. Po malutku wszedł po schodkach i zadzwonił dzwonkiem.
Blondynka szybko zbiegła po schodach mało się nie wywracając. Miała nadzieje, że to nie jest Justin, bo w
najmniejszym stopniu nie ma ochoty z nim gadać. Zerknęła przez judasza i ujrzała sylwetkę Scootera.
Nieśmiało pociągnęła za klamkę i otworzyła drzwi. Mężczyzna lekko się do niej uśmiechnął
-Cześć -powiedział nieśmiało.
-Hej
-Mogę wejść? -dziewczyna otworzyła szerzej drzwi, aby mógł wejść. -Dzięki
Kate poprowadziła zdenerwowanego Scootera do jadalni gdzie usiedli przy krzesłach.
-Justin Cię tu przysłał? -dziewczyna wywróciła oczami, z których kilka minut temu wypływał wodospad łez.
-Nie, sam przyszedłem -wypuścił powietrze, które nieświadomie wstrzymywał -Musimy porozmawiać
-Proszę bardzo -dziewczyna machnęła zachęcająco rękoma w stronę Scootera
-Rujnujesz mu życie wiesz? Nie, nie tylko jemu. Rujnujesz życie jego fankom, ekipie, która z nami pracuje, stacjom radiowym, gazetom..wszystkim!. -dziewczyna spuściła wzrok i oparła się plecami o oparcie krzesła.
-Jak można być takim samolubnym?! -dziewczyna siedziała cicho i bawiła się swoimi palcami, skubała skórki przy paznokciach i próbowała udawać twardą. Jej palce były trochę zaniedbane, lakier schodził w końcówek paznokci w skutek starcia się -Kate?!
Dziewczyna ocknęła się z transu i spojrzała na mężczyznę. Coraz więcej łez napływało jej do oczu.
Postanowiła poigrać trochę z ogniem i zażartować ze Scotta
-Jak myślisz; przyda się kosmetyczka? -wysunęła prawą dłoń w jego stronę
-Kate?! -wstał w krzesła i ukucnął przed nią Objął jej dłonie, które spoczywały na kolanach.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, a on wypuścił głośno powietrze -Jak ty się kurwa zachowujesz?!
Jego nerwy już nie wytrzymywały. Miał dosyć nastolatki, która tak samo jak Justin nim pogrywa -Dlaczego
nie pozwolisz mu spełniać marzeń?! Dlaczego zawodzisz tyle osób? Dlaczego jesteś zimną suką?!
Przybrał kamienny wyraz twarzy i patrzył się proso w jej oczy. Już wiedział czemu tak bardzo
podoba się Justinowi. Jej blond włosy opadały kaskadami na ramiona, niebieskie, niczym ocean oczy ukazywały emocje, miała idealny nos, który od czasu do czasu marszczyła, jej cera była bez skazy.
-A ty jakbyś się zachował gdyby twój szef próbował Cię zgwałcić?! -wykrzyczała mu w twarz
Jego szczęka opadła, jego oczy, które były przepełnione złością w tej chwili ukazywały współczucie, strach, smutek i wiele innych emocji. Dziewczyna załamała się na jego oczach. Zaczęła histerycznie płakać,
zakryła swoją twarz rozłożoną dłonią. Scooter wstał i mocno uściskał dziewczynę
-J-ja przepraszam n-nie wiedziałem -głaskał uspokajająco jej plecy
-Nie miałeś prawa wiedzieć, nikt nie wie -wyłkała.
-Nawet Justin?
-Nawet on.
Gdy dziewczyna się uspokoiła wypowiedziała zdanie, które lewo przeszło jej przez gardło
-Niech jedzie i spełnia marzenia. Nie będę go powstrzymywała  -Scooter oderwał ją od siebie i spojrzał ze łzami w oczach. Nie wiedział jaka jest sytuacja i jak Kate musi się w tej chwili czuć
Podniósł się z podłogi i usiadł na krześle, które stało na przeciwko
-Jak t-to się stało? Kto Ci to zrobił?
-On mnie nie zgwałcił -powiedziała wyraźnie -Próbował, ale uciekłam
-Czemu Justin  tego nie wie, do jasnej cholery?!
-A co miałam mu powiedzieć? Był wtedy w trasie, zerwaliśmy!
-Ohh..
-No właśnie Ohh.. 
-Musisz mu powiedzieć, Kate
-Nie teraz, nie kiedy ma wyjechać. -Scooter pokiwał twierdząco głową -Niech na ten czas o mnie zapomni
-Co masz na myśli? -zmarszczył brwi
-Na czasy prób, koncertów tego wszystkiego. Niech się mną nie przejmuje -oblizała swoją dolną wargę
-Nie rób mu tego
-To koniec gry, mam dość,wypadamy w aut. Przecież tak toczy się los tysięcy sławnych par. Nie wszystkie się rozstają, prawda? Tym właśnie oddycha ziemia; chaos, pustka strach.Będzie mi brakowało poranków
kiedy budzi mnie pocałunkiem, a wtedy kończy się zły sen o przyszłości. -Idź już, chce się położyć -dziewczyna rzuciła zanim wstała i oddaliła się w stronę schodów.

_______________________________________
Jest, jest, jest!
A to wszystko dzięki Marcie! 
Ona pomogła mi napisać część rozdziału! W sumie ona większość wymyśliła :3
Sorrki , że z opóźnieniem, ale to był zawalony tydzień: wycieczka, nowe meble, treningi itd..
Przepraszam za jakiekolwiek błędy! 

20 kom- następny rozdział!

środa, 16 października 2013

Rozdział 30

Follownij - Kate i Justina na twitterze !
Follow back!


Zapraszam na mojego Instagrama. 
Proszę follownijcie mnie :3 - klik!

Dziękuje <3


Justin's POV:

Obudził mnie warkot odkurzacza.
Leniwie podniosłem powieki i rozejrzałem się po pokoju.
Mój wzrok napotkał sylwetkę mamy Kate.
Trąciłem łokciem śpiącą obok mnie dziewczynę nawołując jej imię.
Leniwie się przeciągnęła i rzuciła mi ciche "Spierdalaj". 
Tak to jest mieć dziewczynę, która kocha tak samo sen jak ja.
Podniosłem się do pozycji siedzącej.
 Kat krótko myśląc zabrała moją poduszkę i nałożyła ją sobie na głowę.
-Co pani robi?! -próbowałem zagłuszyć hałas panujący w pokoju
-Sprzątam -wzruszyła ramionami i dalej odkurzała
-W tej chwili?! -wyrzuciłem ręce w powietrze. Mama Kate wyłączyła odkurzacz.
-Justin, jest południe- przetarłem swoją twarz dłońmi
-Cholera..-wydyszałem w dłonie.
Pani Martin znowu włączyła odkurzacz, a ja zabrałem moją poduszkę z głowy Kate i z powrotem się położyłem. -Pierdolić to wszystko..
-Justin wyłącz ten cholerny budzik -bełkot wydobył się z ust mojej księżniczki
-Wyłącz swoją mamę - odpowiedziałem sucho.Kate szybko zerwała się z łóżka.
Po chwili warkot odkurzacza ustał i słyszalna była tylko Kate
-Wyjdź- wypchnęła swoją mamę z pokoju, zamknęła drzwi na klucz i wróciła do łóżka.
Jej dolna warga zadrgała -Ta cholera chyba otworzyła okno
-Kate..
-No co? Pójdziesz zamknąć okno?
-Nie 
-Ale mi jest zimno -jej dolna warga zadrżała. Przysunąłem się bliżej niej, opatuliłem szczelnie kołdrą i objąłem mocno ramieniem. -Już lepiej -na jej ustach pojawił się lekki uśmiech.
Cicho zachichotałem i pocałowałem czubek jej głowy.
Gdy już powoli zacząłem usypiać ktoś zaczął się dobijać 
-Justin wstawaj! -zza drzwi słyszałem Alexa
-Spieprzaj! -Kate wrzasnęła, a ja się zaśmiałem 
-Wstawaj szybko, mówię poważnie! -Leniwie się przeciągnąłem i wstałem z łóżka.
Podszedłem do drzwi i je otworzyłem 
-Czego chcesz? -warknąłem do niego, Alex wskazał palcem na okno. 
Szybko do niego podszedłem i zauważyłem znajomą postać. Posłałem Alexowi pytające spojrzenie
-Nasz ojciec -powiedział bezgłośnie. Moje oczy się rozszerzyły. Chwyciłem spodnie, które leżały na fotelu obok okna. Szybko nałożyłem je i wybiegłem jak oparzony z pokoju.


Kate's POV: 

Drzwi się zatrzasnęły.
Próbowałam wsłuchać się rozmowie Alexa i Justina.
-Co on tu kurwa robi?! - z tonu Justina wynikało, że jest mocno wkurwiony.
Wstałam z łóżka i szybko narzuciłam na siebie jakieś ubrania, które leżały w kącie pokoju.
Odsłoniłam zasłony, żeby wpuścić trochę światła.
-Jasna cholera -wyrwało mi się kiedy zauważyłam mojego ojca kręcącego się wokół mojego domu.
Prędko zbiegłam na dół mijając po drodze sprzątającą mamę, widocznie nie była świadoma tego co się dzieje. Przeczesałam dłonią swoje włosy, założyłam swoje stare, czarne conversy i wybiegłam na dwór.
Justin, Alex i mój ojciec wymieniali pomiędzy sobą zdania.
Kiedy Justin mnie zobaczył od razu się oderwał od dyskusji i przybiegł do mnie.
Mocno mnie przytulił i uspokajał.
-Shh..- dłonie chłopaka odnalazły moje czułe miejsce. Zaczął gładzić mnie po plecach wprawiając w spokojny stan. Złość odchodziła stopniowo, z każdą sekundą uspokajałam się w uścisku mojego chłopaka.
Oderwałam się od niego. -Proszę nie płacz -wytarł kciukiem moje policzki.
Nawet nie wiedziałam, że płacze. Emocje znowu zaczęły nade mną górować. 
Przygryzłam wargę, aby powstrzymać łzy, które napływały do moich oczu.
Zacisnęłam szczękę.
-Idź do domu- cichy głos Justina mruknął do mojego ucha lekko popychając w stronę domu.
Ominęłam chłopaka i podeszłam bliżej Alexa.
-Czego ty znowu chcesz? -syknęłam w stronę ojca
-Chciałem cię zobaczyć, córeczko 
-Ojj daj spokój. Od kiedy zrobiłeś się taki opiekuńczy?! -Alex pchnął go, sprawiając że ojciec prawie upadł na beton. Złapałam za ramię chłopaka próbując go uspokoić.
-Jestem waszym tatą! -wyrzucił dłonie w powietrze. Alex prychnął.
-Nie nie jesteś. Może i jesteś ojcem, ale na pewno nie tatą -zacisnęłam mocniej szczękę.
Ojciec się otrzepał, spojrzał na nas ostatni raz i odszedł.
Przeczesałam dłonią swoje włosy.
Zacisnęłam mocno swoje powieki próbując powstrzymać się od płaczu.
Alex mocno mnie przytulił.
Wtuliłam głowę w jego wcięcie w szyi. 
Głośny szloch wydobył się z mojego gardła. 
A co jeśli ojciec ma na prawdę ważną sprawę?
Cały czas widzę ten smutek w jego oczach.
-Nie biegnij za mną -wyszeptałam cicho, odepchnęłam go od siebie i pobiegłam w stronę, gdzie poszedł mój ojciec. Za sobą słyszałam krzyki chłopaków.
Nic nie mogę poradzić na to, ale czuje, że tak właśnie ma być,
że muszę się dowiedzieć po co tu przyszedł.
Zauważyłam sylwetkę mojego ojca. 
Szedł tak wolno, że nawet pieszo mogłabym go dogodzić
-Ejj czekaj! -krzyknęłam. Od razu się odwrócił.
W jego oczach można było dostrzec iskierki nadziei.
-Kate..-pokręcił głową z niedowierzenia
-Pytam się jeszcze raz. Po co przyszedłeś?
-Chciałem wiedzieć czy ten drań cię skrzywdził.- zmarszczyłam brwi- no ten cały prezes
-Ohh..-przetarłam swoją twarz dłońmi- Nie powinno cie to obchodzić 
-Jesteś moją córką. Zabije każdego kto cię skrzywdzi -jego dłonie zacisnęły się w pięść
-W takim razie zabij siebie, bo to ty mnie krzywdzisz -wybełkotałam przez zaciśnięte zęby, odwróciłam się na pięcie i wróciłam skąd przybiegłam. Czułam jak po moich policzkach spływają łzy.
Nawet ich nie ocierałam. Po kilku minutach wolnego marszu zauważyłam chłopców idących w moją stronę.
Justin od razu do mnie podbiegł .Wtuliłam twarz w tors chłopaka zaciągając się jego cudownym zapachem. Pachniał żelem pod prysznic. Potarł uspokajająco moje plecy. Przymknęłam oczy i pozwoliłam by Justin wprowadził mnie do domu. W kuchni czekała już na nas mama. 
Patrzyła się na mnie współczująco, uśmiechnęłam się do niej lekko.
Poszłam do łazienki, żeby doprowadzić się do normalnego stanu.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi, usiadłam na zamkniętej desce klozetowej i zaczęłam płakać.
Z każdą kolejną łzą było mi coraz lżej. 
Schowałam swoją twarz w dłonie, żeby przyciszyć szloch.
Dlaczego to mnie spotykają takie rzeczy.
Czemu nie mogę żyć jak każda dziewczyna w moim wieku?
Co ja takiego zrobiłam, żeby zostać zgwałconą przez ojca, zostać pobitą przez swojego chłopaka i być skończoną modelką, bo mój szef próbował mnie obmacywać?!
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Zignorowałam je.
-Córciu..-zza drzwi było słychać cichy i spokojny głos mamy- Możemy pogadać?
Wstałam i wolno podeszłam do drzwi. Po drodze otarłam swoje policzki z łez.
Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam mojej mamie, która od razu wparowała do łazienki.
-Mamo- mój głos się załamał, nie minęła sekunda, a ja już byłam w objęciach rodzicielki.
-Shhh- głaskała mnie uspokajająco po plecach.
-Dlaczego to wszystko spotyka mnie?
-Kogoś musi. Widocznie Bóg tak chce.. -pogłaskała mnie lekko po głowię.
-Kate? -zza drzwi słyszałam troskliwy głos Justina
-Mamo, ja nie chce żeby widział mnie w tym stanie -pokręciłam przecząco głową
Mama wypuściła mnie ze swoich objęć i wyszła z łazienki.
Słyszałam jakieś pomruki na korytarzu, potem mama z powrotem wróciła do mnie.
-Załatwione, mamy chwile spokoju -uśmiechnęła się do mnie lekko.
-Co im powiedziałaś?
-Żeby poszli na spacer, albo coś. Chodź do sypialni -złapała moją rękę i pociągnęła w stronę pokoju.
Usiadłyśmy na łóżku.
Łzy ponownie napłynęły do moich oczu, zagryzłam dolną wargę żeby się powstrzymać. Przeczesałam dłonią swoje blond włosy i położyłam się na kolanach matki. Lekko głaskała moją głowę.
Nastała cisza, która była dla mnie komfortowa.
Moje oczy powoli sie zamykały.
-Możemy porozmawiać -zaczęła moja mama, a ja jęknęłam.
Z jej ust wydobył się cichy chichot
-O czym?
-O tym co się stało w Elitte Model -po moich plecach przeszedł mnie dreszcz.
-Kiedy przyszłam do studia zostałam wezwana przez szefa -mój głos drżał- poszłam do jego gabinetu i zaczął wypominać mi moje niedoskonałości- łza spłynęła po moim policzku- wtedy zaczął mnie obmacywać -mama mocno mnie przytuliła -wyrwałam się mu i już więcej tam nie wróciłam.
-Kochanie..
-Masz nie mówić nic Justinowi, rozumiesz? -popatrzyłam jej w oczy.
-Ale Skarbie, On jest twoim chłopakiem. Związek nie powinien polegać na kłamstwie!
-W związku trzeba dbać o bezpieczeństwo drugiej osoby, tak? W takim razie muszę go okłamać, bo wpadnie w szał, a wtedy..
-Pobije cię? O to się boisz?
-Nie! Nie boje się o siebie, boje się o niego! Nie chce, żeby jego agresja wróciła.Myślę, że oglądanie go za kratkami za zabicie prezesa nie będzie fajne, huh?!
-Wiesz, że chce dla ciebie jak najlepiej?
-Wiem i dlatego uszanuj moje zdanie i po prostu to zostaw, okey?
-Martwie się o ciebie..
-Nie musisz. Jedynym moim problemem jest bezrobocie -podniosłam się do pozycji siedzącej i popatrzyłam matce głęboko w oczy -Jestem w szczęśliwym związku, moja rodzina jest zdrowa, ja też. Czego chcieć więcej? -posłałam jej lekki, szczery uśmiech. Mama otarła łzy z moich policzków.
-Jak uważasz. -wypuściła z siebie głośno powietrze. Wstałam z łóżka i zaciągnęłam mamę do kuchni.
-Gdzie mnie ciągniesz?!
-Zróbmy chłopakom kolacje!

Justin's POV:

-Możecie nas zostawić same- zauważyłem na rękawie pani Martin mokre ślady, Kate pewnie płakała.
-To moja dziewcz..- nie zdążyłem dokończyć, bo pani M mi przerwała
-A moja córka!
-Chce jej pomóc!
-Więc nas zostaw! Same!
-Ale.. -przetarłem swoją twarz dłońmi -Co mam zrobić
-Po prostu idź razem z Alexem do kina czy coś. Po prostu zostawcie nas na..2 godziny?
-Da się zrobić- uśmiechnąłem się do niej smutno. Miałem się odwracać, ale zawołała mnie swoim imieniem
-Słuchaj to nie tak, że Cię odtrącam -hmm, a właśnie tak się poczułem- Kat potrzebuje teraz kobiecej ręki
-Rozumiem. Nie mogę jej tego zapewnić. Tylko, że...-złapałem się za czubek nosa- chce o nią dbać, zapewnić to co najlepsze. To jedyne co mogę jej zaoferować. Nie możemy jak normalna para wyjść na spacer bez tłumów śledzących mnie paparazzi. To na prawdę trudne.
-Wiem Justin, wiem. Dlatego jeśli nas zostawicie to będzie najlepsze rozwiązanie.-odwróciłem się od mamy mojej ukochanej i poszedłem do salonu. Rzuciłem na jego twarz kurtkę, którą wziąłem po drodze.
-Wychodzimy
-Gdzie? -na jego twarzy pojawił się grymas
-Tego jeszcze nie wiem, ale wychodzimy -wzruszyłem ramionami. Alex leniwie założył kurtkę, a ja przez ten czasu buty i swoją bluzę. -Kurwa pośpiesz się..
-Już, już -wybełkotał podczas zakładania butów. Kiedy był gotowy klepną mnie w ramię i wyszliśmy.
-To..jaki jest plan?
-Jedziemy na dziwki? -jego brwi podniosły się do góry, a ja oniemiałem
-O-ogłupiałeś?! Stary żadnych dziwek, po za tym mam dziewczynę, idioto! -klepnąłem go w ramię
-No tak. Zapomniałem -podrapał się w głowę
-Jak można kurwa zapomnieć, że chodzę z twoją siostrą?!
-Cokolwiek. Masz kluczyki od samochodu?
-Mam
-No to pojedziemy do ciebie do domu, huh?
-Spoko

*
-Dawaj, dawaj! No kurwa Justin jak mogłeś spudłować?! -Alex ryknął na cały dom, bo nie trafiłem w jakiejś durnej grze na konsolę. No i co z tego?! Przecież nie mogę strzelać każdej bramki, tak?
-Zamknij się! I tak gram lepiej od Ciebie -pokazałem mu środkowy palec.
Mój dzwonek od telefonu rozprzestrzenił się po całym domu.
Wyciągnąłem telefon z kieszeni i przejechałem palcem wzdłuż ekranu, żeby go odblokować.
Dzwonił Scott
-Yep?
-Hej młody! Słuchaj mamy lekką zmianę planów
-Co masz na myśli? -zmarszczyłem brwi
-Musisz się pakować, wyjeżdżamy w trasę -te sześć słów doprowadziło mnie do stanu załamania.
-Co kurwa?! Nie Scooter, nie teraz! Akurat jak mam problemy z Kate? Teraz kiedy mnie potrzebuje?
-Przykro mi stary, nie uda mi się załatwić innego terminu. Wiem, że Katherine jest dla ciebie ważna, ale nie zapominaj o Beliebers i fanach o ekipie! Nie możesz teraz wszystkiego zostawić, nie teraz kiedy to wszystko osiągnęliśmy! -przetarłem swoją twarz. Kurwa, on ma racje. Nie mogę im tego zrobić.
-Dobra -to jedno słowo przyszło mi bardzo ciężko. Szybko się rozłączyłem.
-Wyjeżdżam -wzruszyłem ramionami, a Alex spuścił swoją głowę.
-Co jej powiesz?
-Jak to co? Prawdę. -zmierzwiłem swoje włosy
Mój telefon znowu zaczął dzwonić. Wziąłem do ręki telefon, który leżał na kanapie, bo rzuciłem go tam po rozłączeniu się ze Scottem.
-Hallo?
-Hej Justin, możecie wracać -w telefonie usłyszałem wesoły głos mojej ukochanej. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Może poradzi sobie po moim wyjeźdźcie
-Okey, zaraz będziemy. Kocham Cię
-Ja ciebie też -po drugiej stronie słuchawki usłyszałem cmoknięcie. Odwzajemniłem ten gest.
-Zakochańce -Alex zachichotał pod nosem
Wstaliśmy z kanapy i ruszyliśmy w stronę wyjścia

Kate's POV:

Drzwi frontowe się otworzyły, a zza nich weszli dwaj panowie.
Razem z mamą kończyłyśmy robić sałatkę.
-Ale to wszystko ślicznie pachnie -Justin wszedł do kuchni z uśmiechem przylepionym do twarzy.
Oparł się o szafkę, a ja go cmoknęłam w usta.
Przyciągnął mnie bliżej siebie. Trącał swoim nosem o mój, co wywołało rumieniec na moich policzkach.
-Kocham Cię -powiedział bezgłośnie. Wtuliłam się w jego tors kładąc głowę na wcięciu w jego szyi.
-Wiem, ja ciebie też -wyszeptałam cicho, ale na tyle głośno żeby usłyszał
-Nie chce żebyś płakała -pocałował mnie w głowę
-Ja też nie chcę płakać, ale są takie chwile kiedy po prostu muszę -uśmiechnęłam się lekko, ale on tego nie widział.
-Okej dzieci, chodźcie do stołu - oderwaliśmy się od siebie i zasiedliśmy do stołu.
Mama nałożyła nam po kawałku kurczaka i wszyscy zajadali się daniem.
Przyznam, że wszystko smakowało wyśmienicie.
Gadaliśmy o różnych rzeczach, o nas, o Alexie, o planach.
Aż w końcu Justin powiedział coś, co zrujnowało mi ten wieczór.
-Muszę wyjechać w trasę
______________________________________________________

Aaa! Jest rozdział 30!
Przepraszam, że tak długo, ale tłumaczyłam się w poprzedniej notce!
Dziękuje Wam za cierpliwość i proszę o komentarze :)
Może dzisiaj podbije stawkę i niech będzie;
20 komentarzy = 31 rozdział :)

Mam dla was małe info;
założyłam swoja nagłówkarnie, więc zainteresowanych zapraszam tutaj- klik!
Kocham Was!
Do następnego <3

niedziela, 8 września 2013

Rozdział 29


~Notka pod rozdziałem, przeczytaj ~

Follownij - Kate i Justina na twitterze, Follow Back! 

Kate's POV:

Promyki słońca raziły moją twarz, otworzyłam lekko oczy, żeby się przyzwyczaiły do światła wypełniającego pokój. Obróciłam głowę i zobaczyłam śpiącego Justina. Moja ręka była na jego policzku, chciałam ją zabrać ale był szybszy i ją chwycił
-Zostaw -lekki uśmiech wkradł się na jego twarz
-Ale będzie Ci nie wygodnie
-Jest idealnie -również się uśmiechnęłam
-Skoro tak uważasz - przyciągnęłam drugą rękę do siebie i ponownie zamknęłam oczy.
Miałam wizje mnie tańczącej, śmiejącej się i płaczącej z nim.
Każde chwile z nim są wspaniałe, nawet te najgorsze.
Nie mogę zasnąć.
Leniwie otworzyłam swoje oczy.
Justin nadal spał, cichutko pochrapywał.
Zachichotałam cicho pod nosem.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Nie śmiej się ze mnie -na jego twarzy nadal widniał uśmiech
-Przepraszam -nie mogłam przestać chichotać. Justin otworzył zaspane oczy i zaczął mnie gilgotać
-P-proszę p-przestań -wyjąkałam przez śmiech, On również się śmiał -J-Justin p-prosze!
Pokręcił przecząco głową
-Nienawidzę Cię! Złaź
-Też Cię kocham, Kate -przestał mnie łaskotać i upadł na mnie
-Justin jesteś ciężki -na mojej twarzy pojawił się grymas, mój ukochany podniósł się trochę, aby mnie nie przygniatać. Zaczął namiętnie całować moją szyje. Przed oczami miałam obraz prezesa, który całuje moją szyje, wzdrygnęłam się.
-N-nie -wysapałam. Popatrzył na mnie, było widać ,że jest zdziwiony
-Co?
-Nie, przepraszam -w irytacji opadł na łóżko, a ja poszłam do łazienki.
Parę łez wyleciało z moich oczu.
Otarłam je.
Teraz na pewno będzie coś podejrzewał.
Usiadłam na wannie i schowałam twarz w dłonie.
Po chwili poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
Obróciłam głowę i zobaczyłam Justina ze zmartwioną minął
-Coś zrobiłem? - poczułam się źle, to przez jego głos. Był taki smutny
Zacisnęłam oczy, pokręciłam przecząco głową i obróciłam ją w inną stronę
-Więc co? -był już widocznie zirytowany
-Nic -syknęłam, prychnął i wyszedł z łazienki trzaskając drzwiami przez co się wzdrygnęłam
Szarpałam za swoje włosy, a potem schowałam twarz w dłonie. Drzwi od łazienki się otworzyły.
Nie zwracałam uwagi kto to mógł być
-Ja nie odpuszczę -usłyszałam ostry głos Justina -Dowiem się o co chodzi i lepiej, żeby to było od ciebie
Później słyszałam tylko trzask drzwi.
-Jeśli się dowiesz poleje się krew -wyszeptałam.
Jeszcze chwile sobie łkałam, ale wzięłam się w garść.
Podeszłam do umywalki.
Wyglądałam okropnie.
Moje oczy były czerwone, tak samo jak nos.
Związałam swoje włosy w kucyk i przemyłam swoją twarz.
Poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach, przestraszyłam się .
Obróciłam się i napotkałam wzrok Justina.
Był pełen pożądania, wiedziałam, że potrzebuje seksu, ale nie potrafię, nie teraz.
-Przepraszam - łza spłynęła po moim policzku, On ją otarł
-Jest okey -posłał mi lekki uśmiech
-Na prawdę, przepraszam -przytuliłam się do niego, uspokajająco pogłaskał moje plecy
-Chodzmy na śniadanie
-Tylko się ogarnę, okey?
-Jasne -pocałował mnie w czubek głowy  -Będę w drugiej łazience
Wyszedł z łazienki, wróciłam do wcześniejszych czynności
Umyłam swoje zęby, nie malowałam się dzisiaj.
Poszłam do pokoju wybrać jakieś ciuchy, otworzyłam swoją obszerną szafę.
-Co ja na siebie założę? -spytałam sama siebie, na głos
-Mamy gościa -szybko obróciłam się i zobaczyłam Alexa, który  opierał się o futrynę drzwi
-Przestraszyłeś mnie -położyłam swoją dłoń na klatce piersiowej -Kto przyszedł?
-Ubierz się, zejdź na dół to zobaczysz -uśmiechnął się do mnie, a ja wywróciłam oczami
-Alex -syknęłam do niego
-Nie, sama zobacz -pokazał mi język
-Gdzie Justin?
-Bierze kąpiel w łazience na korytarzu, śpiesz się, a nie gadasz !
Wybrałam szybko jakiś zestaw .Ubrałam się, jednak zrobiłam lekki makijaż.
Rozczesałam swoje włosy i wyszłam na korytarz.
Podeszłam do drzwi łazienkowych i zapukałam
-Tak? -usłyszałam krzyk Justina


Justin's POV:

Gdy brałem prysznic usłyszałem pukanie do drzwi
-Tak? -krzyknąłem
-To ja, Kate
-Wejdź!
Drzwi od łazienki się otworzyły, a zza nich wyszła moja piękna dziewczyna.
Stałem nagi pod prysznicem, kiedy mnie zobaczyła zakryła swoje oczy
-Co się stało perełko? -zachichotałem pod nosem
-Nie nic -zdjęła dłonie ze swoich oczu i spojrzała na mnie.-Mamy gości, ubierz się
-Kto przyszedł?
-Nie wiem, szybciej -wziąłem ręcznik, który wisiał na wieszaku po lewej stronie.
Wytarłem się i zawinąłem go sobie na biodrach .
Kate oblizała usta.
-Odwrócisz się? -wzruszyła ramionami i odwróciła się tyłem do mnie
Szybko założyłem bokserki, czarne spodnie i do tego białą podkoszulkę
-Już? -usłyszałem irytacje w głosie Kate
-Tak -odwróciła się przodem do mnie, na jej twarzy pojawił się uśmiech
-Idziemy?
-Nie stawiasz sobie włosów?
-Nie -pocałowałem ją w policzek
-Wiesz co?
-Nie, nie wiem -przytuliłem ją do siebie
-To dziwne, że myjesz zęby pod prysznicem -zacząłem się głośno śmiać
-Dlaczego?
-Bo tak -pociągnęła mnie za rękę i sprowadziła po schodach na dół.
W salonie, na kanapie razem z Alexem siedziała pani Martin
-Mama, a co ty tu robisz?
-Też się ciesze, że cię widzę -pan Martin głośno się zaśmiała. Kate puściła moja dłoń i pobiegła do swojej mamy. Przytuliły się,a po chwili oderwały.
-Dobrze, że jesteście oboje -popatrzyła
na mnie srogo -Musimy porozmawiać
Podeszła do komody w korytarzu, na której leżała brązowa, skórzana torebka. Pani Marin coś z niej wyciągnęła. Jakąś gazetę -Chodźmy do kuchni
-Mamo, co jest?
Ja, Kate, Ashley i Alex usiedliśmy przy wysepce w kuchni. Pani Martin położyła na środek gazetę,
na której widniał wielki napis

"Justin Bieber i Kate Martin zaręczeni! 
Kiedy ślub? "

-Co to jest? -popatrzyła na mnie z groźną minął 
-Właśnie -dołączył do niej Alex
-To tylko plotki -Kate próbowała złagodzić sytuacje 
-A te zdjęcie? -oburzyła się pani M. i wskazała palcem na fotkę
-Justin poprosił mnie o chodzenie, to wszystko 
-Tak to prawda -przytaknąłem 
-Słuchajcie -Ashley przeczesała dłonią swoje włosy -Jesteście jeszcze młodzi
-Mamo..
-Katherine nie przerywaj mi ! -Kat przytaknęła głową 
- Jesteście jeszcze młodzi,  macie czas. To jeszcze chyba nie jest 
pora, aby myśleć o takich rzeczach jak ślub, albo dziecko ..
-Mamo -przerwał jej Alex 
-Proszę Cię !
-Okey, kontynuuj -podniósł ręce w geście obronnym 
-Jeśli jednak chcielibyście wziąć już ślub, założyć rodzinę to macie moje błogosławieństwo



W tym momencie zacząłem myśleć o małżeństwie ..

____________________________________________

Follownij - Kate i Justina na twitterze !

Tadam!
Jest rozdział 29.
Przepraszam, że tak długo ale rozumiecie..
nowy rok szkolny i w ogóle ;(
Chciałabym podziękować za 23 komentarze 
pod rozdziałem 28 i 28465 wyświetleń !
Wow!
Jest już zwiastun -Abduction !

Okey, z mojej strony to już chyba wszystko, ale pora na Was..
Pod tym rozdziałem musi być co najmniej ..20 kom.
Proszę, aby jak najwięcej osób nie pisało z anonimowego konta.. ale można. Nie zabraniam. 
Dlaczego?
Ostatnio dostałam bardzo niemiły komentarz :

I chciałabym, żebyśmy pokazali ile nas jest. 
Jeśli nie chce to tego nie róbcie..
Do niczego was nie zmuszam 


                                                      -Buziaczki Klaudia ;**